piątek, 28 września 2012
Do Pana Andrzeja Koraszewskiego
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,8376/q,Skad.sie.wzielo.dobro.i.zlo.i.inne.glupie.pytania.Czesc.VI
nie zmieściłem w komentarzach
Pozwolę sobie na dłuższą polemikę panie Andrzeju. Na temat całej serii. Wiem, że jest Pan zajętym człowiekiem, ale mam nadzieje, że Pan czyta komentarze i że w jakiś sposób Pan odpowie (na przykład w części VII).
Moim zdaniem zbyt strywializował Pan pojęcie dobra i zła. Czy pomoc swojemu potomstwu, albo komuś ze swojego stada, albo jeszcze komuś od kogo będziemy oczekiwali wdzięczności to dobro? Bardziej chyba instynkt lub spekulacja. Być może nas rozczula, ale jednak rozgraniczyłbym to ostrzej od altruizmu dla stworzenia zupełnie obcego. Właściwie słowa dobro i zło wydają mi się wymuszone, wyidealizowane. Co na przykład z krzywdzeniem istoty kiedy mamy na celu jego dobro. Zastrzyk, operacje chirurgiczne itp.
O świadomym krzywdzeniu lub działaniu na korzyść innych (tak bym ujął "dobro i zło") możemy mówić jeżeli przyznamy istocie możliwość odczuwania uczuć. Jeśli stwierdzimy, że ta istota czuje. Nie jest rzeczą (subiektywnie), wtedy możemy świadomie wyrządzać "zło" (działać na niekorzyść), lub "dobro" (działać na korzyść). Znów subiektywną, bo nasza pomoc, może być odebrana jako atak albo wkraczanie na nie swoje terytorium.
Stąd myślę mamy większą skłonność do współczucia i chęci poświęcenia w stosunku do kotów czy psów, które potrafią okazywać emocje, a mniejszą do współczucia dziobatej kurze czy chitynowej stonce.
Jestem jeszcze młody, a dość wcześnie zacząłem zastanawiać się nad moralnością. Pamiętam swoje przemyślenia z podstawówki. Kiedy robiłem coś "złego" (zabronionego przez dorosłego) odczuwałem karcenie (chyba jest takie uczucie, taki dyskomfort dezaprobaty otoczenia i w drugiej kolejności obawa przed karą). Chyba każde dziecko chce, żeby jego rodzice/opiekunowie byli z niego dumni. Potem to jakoś zatraciłem, podczas "okresu buntu". Nadal jednak odczuwam coś takiego łamiąc prawo. Rożni się to jednak od mojego różnicowania "dobra i zła".
"Są więc niemoralne normy moralne, a co więcej, te niemoralne normy moralne mogą się czasem odwoływać do religii i możemy być przekonywani, że to sam Bóg nakazywał krzywdzenie innych."
Nie rozumiem jakim prawem decyduje Pan o amoralności norm moralnych. Kamienowanie, karcenie dzieci, zmywanie grzechu krwią jest działaniem dla dobra danego człowieka i danego społeczeństwa. Jest to ratowanie przed piekłem i uwalnianie społeczeństwa od złych wzorców, więc działanie na korzyść. Z drobną tylko dozą "zła" w postaci nie uszanowania wyboru drugiej osoby. Osobna sprawa, że Pan może nie podzielać opinii, że te działania pomagają danej osobie. Wtedy dla Pana to subiektywne "zło".
Nie mówię, że to o czym napisałem nie odnosi się również do innych zwierząt, ale pozostawię to naukowcom.
"Czy to znaczy, że z tą wolną wolą to przesada i że człowiek nie jest odpowiedzialny za swoje działania? Okazuje się, że to wszystko jest znacznie bardziej skomplikowane niż sądziliśmy."
Człowiek może decydować czy działa na korzyść czy nie korzyść innych. W innym wypadku należy go izolować.
Proszę nie rozumieć mnie źle, rozumiem że istnieją szare sytuacje, jak "ukradłem żeby nie umrzeć" albo "ukradłem dla dziecka", ale fundamenty trzeba jakieś mieć.
Rybak rybak
Rybak Rybak złowił złotą rybkę. Zrobił pasztet.
Rybak chciał zjeść pasztet.
Wtem pasztet ze złotej rybki powiedział: -Jeśli mnie nie zjesz, to spełnię twoje trzy życzenia.
Rybak się zawahał, bo głodny był. Ale myślał też czasem i owocnie i pomyślał więc. Co mu się przyda? Co jest ważne w życiu? Pieniądze? Sława? Władza?
Wiem, szczęście!
A może by tak poprosić o szczęście aż do starości, potem więcej jeszcze szczęścia żeby nie spowszedniało i potem szybką śmierć? -Pomyślał...
I zjadł pasztet.
Rybak chciał zjeść pasztet.
Wtem pasztet ze złotej rybki powiedział: -Jeśli mnie nie zjesz, to spełnię twoje trzy życzenia.
Rybak się zawahał, bo głodny był. Ale myślał też czasem i owocnie i pomyślał więc. Co mu się przyda? Co jest ważne w życiu? Pieniądze? Sława? Władza?
Wiem, szczęście!
A może by tak poprosić o szczęście aż do starości, potem więcej jeszcze szczęścia żeby nie spowszedniało i potem szybką śmierć? -Pomyślał...
I zjadł pasztet.
środa, 26 września 2012
Co ma Kopernik do wiatraka?
Zaczęło się od tego, że urosła nam szyja. Gdyby nie to, może nigdy nie zaczęli byśmy się zastanawiać nad tym, co to są te światełka na niebie. A tak, zaczęliśmy.
Oczywiście na początku pomyśleliśmy, że to My jesteśmy w środku wszechświata i to wokół nas się wszystko kręci. A czemu by miało się nie kręcić, skoro się kręci?! Świat jest płaski, a na niebie poprzyklejane są światełka, które pojawiają i znikają się codziennie.
No, ale był taki uczony Galileusz i drugi Kopernikus, którzy to śmieli twierdzić, że żyjemy na małej planecie, która jak wiele innych kręci się wokół słońca. Nie trudno się domyśleć, że nikomu się nie spodobał ten spadek w hierarchii ciał niebieskich. A w ogóle, to jak oni śmiali powiedzieć takie rzeczy. Przecież wszyscy twierdzą coś zupełnie innego, no a jak wszyscy tak twierdzą, no to chyba mają rację co nie?! Tak wybieramy rządzących w obecnych czasach...
Gdyby tylko Einstein urodził się w tamtych czasach i powiedział, że nie ma jednego uniwersalnego punktu odniesienia. Wtedy może załagodził by sprawę. Bo to nie jest tak, że słońce się nie porusza. Ono jednocześnie zapierdala z niesamowitą prędkością i spinem a jednocześnie stoi w miejscu. Zależnie skąd patrzymy. Nie możemy jako punkt odniesienia, przyjąć przestrzeni, bo nie ma czegoś takiego w realnym świecie. Znaczy jest, ale nie potrafimy odróżnić dwóch punktów w przestrzeni. Nie da się więc również wyznaczyć prędkości przestrzeni, choć za czasów Newtona były spory w tej kwestii (szukano substancji zwanej eterem, która miała niby wiać po kosmosie).
W każdym razie, znając mniej czy więcej teorię Kopernikusa, twierdzę dziś, że ziemia na której stoję jest nieruchoma, a słońce wraz z innymi ciałami niebieskimi, popiepszają po niebie po bardzo skomplikowanych torach.
Dziś nie interesuje mnie pytanie jak powstał wszechświat, co się wokół czego kręci, a wokół czego nie i czy istnieje Bóg/owie. Jeśli kiedykolwiek będziemy z jakąś pewnością mogli odpowiedzieć na te pytania, to na pewno nie ja na nie odpowiem, a zrobi to jakiś profesorek kiedyś po mojej śmierci. Dziś świat i ludzka, bardziej pospolita myśl znów kręci się wokół człowieka. Człowiek znów otrzymuje to honorowe miejsce, a świat dzięki tym nowym pokładom energii przyspiesza, z zastraszającym przyspieszeniem kontowym.
Dzisiejszy świat kręci się wokół pożądania. W każdym tego słowa znaczeniu. Kupujący pożądają rzeczy. Artyści kasy. Naukowcy tytułów. Uczniowie wiedzy ;). Politycy miejsc do zasiadania. Wszystko to się jakoś napędza. Stworzyliśmy perpetum mobile bez wyłącznika awaryjnego. Co więcej, chcemy tylko przyspieszać.
Kto dziś przyjął by za styl życia filozofię Stoików?! Pogadał by po Sokretejsku, miłował po Jezusowemu albo uszanował starszych z Konfucjuszem w głowie? Komu dziś chce się rozmyślać nad naturą materii, skoro wszystko jest rozwiązane w internecie?! Z idei zostały tylko żądze. A z filozofów wielkie nazwiska.
Oczywiście na początku pomyśleliśmy, że to My jesteśmy w środku wszechświata i to wokół nas się wszystko kręci. A czemu by miało się nie kręcić, skoro się kręci?! Świat jest płaski, a na niebie poprzyklejane są światełka, które pojawiają i znikają się codziennie.
No, ale był taki uczony Galileusz i drugi Kopernikus, którzy to śmieli twierdzić, że żyjemy na małej planecie, która jak wiele innych kręci się wokół słońca. Nie trudno się domyśleć, że nikomu się nie spodobał ten spadek w hierarchii ciał niebieskich. A w ogóle, to jak oni śmiali powiedzieć takie rzeczy. Przecież wszyscy twierdzą coś zupełnie innego, no a jak wszyscy tak twierdzą, no to chyba mają rację co nie?! Tak wybieramy rządzących w obecnych czasach...
Gdyby tylko Einstein urodził się w tamtych czasach i powiedział, że nie ma jednego uniwersalnego punktu odniesienia. Wtedy może załagodził by sprawę. Bo to nie jest tak, że słońce się nie porusza. Ono jednocześnie zapierdala z niesamowitą prędkością i spinem a jednocześnie stoi w miejscu. Zależnie skąd patrzymy. Nie możemy jako punkt odniesienia, przyjąć przestrzeni, bo nie ma czegoś takiego w realnym świecie. Znaczy jest, ale nie potrafimy odróżnić dwóch punktów w przestrzeni. Nie da się więc również wyznaczyć prędkości przestrzeni, choć za czasów Newtona były spory w tej kwestii (szukano substancji zwanej eterem, która miała niby wiać po kosmosie).
W każdym razie, znając mniej czy więcej teorię Kopernikusa, twierdzę dziś, że ziemia na której stoję jest nieruchoma, a słońce wraz z innymi ciałami niebieskimi, popiepszają po niebie po bardzo skomplikowanych torach.
Dziś nie interesuje mnie pytanie jak powstał wszechświat, co się wokół czego kręci, a wokół czego nie i czy istnieje Bóg/owie. Jeśli kiedykolwiek będziemy z jakąś pewnością mogli odpowiedzieć na te pytania, to na pewno nie ja na nie odpowiem, a zrobi to jakiś profesorek kiedyś po mojej śmierci. Dziś świat i ludzka, bardziej pospolita myśl znów kręci się wokół człowieka. Człowiek znów otrzymuje to honorowe miejsce, a świat dzięki tym nowym pokładom energii przyspiesza, z zastraszającym przyspieszeniem kontowym.
Dzisiejszy świat kręci się wokół pożądania. W każdym tego słowa znaczeniu. Kupujący pożądają rzeczy. Artyści kasy. Naukowcy tytułów. Uczniowie wiedzy ;). Politycy miejsc do zasiadania. Wszystko to się jakoś napędza. Stworzyliśmy perpetum mobile bez wyłącznika awaryjnego. Co więcej, chcemy tylko przyspieszać.
Kto dziś przyjął by za styl życia filozofię Stoików?! Pogadał by po Sokretejsku, miłował po Jezusowemu albo uszanował starszych z Konfucjuszem w głowie? Komu dziś chce się rozmyślać nad naturą materii, skoro wszystko jest rozwiązane w internecie?! Z idei zostały tylko żądze. A z filozofów wielkie nazwiska.
poniedziałek, 24 września 2012
Recenzyja patykiem spisana
Film wprowadza nas w świat masowego mordercy. Przed wydarzeniami z filmu, będąc na dalekim wschodzie, bohater wyżynał miejscowych wojskowych, na polecenie swojego dowódcy. Był w tym najlepszy w swojej grupie, jak dowiadujemy się podczas filmu. Wiadomo nam również, że nie licząc kierującego grupą, jemu jedynemu udało się przeżyć. Jego ostatniego towarzysza zabiła choroba nowotworowa. Jest tym faktem zbity z tropu.
Wszystko zaczyna się bardzo spokojnie. Idący przed siebie młody, wysportowany człowiek w wojskowym ubraniu. Zostaje wrogo potraktowany przez miejscowego stróża prawa i porządku. Zostaje przez niego zmuszony do ominięcia miasta. Jednak nieudolnie, ponieważ wraca by udowodnić, że ma prawo do przebywania w owym mieście, jak każdy inny.
Szeryf i jego podwładni nie dają za wygraną. Chcą za wszelką cenę pozbyć się włóczęgi-intruza. W areszcie urządzają mu pokaz swojej wyższości. Jednak więzień ucieka raniąc mundurowych.
Ścigany, ucieka w góry, gdzie czeka na pogoń. Kiedy do niego strzelają, zabija jednego z policjantów i rani pozostałych. Wtedy walka z renegatem rozkręca się na dobre. Zwołana zostaje gwardia narodowa, a do sztabu dołącza były dowódca przestępcy. Nadal jednak z nim sympatyzujący.
Morderca zostaje uwięziony w starej kopalni, przez przerażonych sytuacją niedzielnych żołnierzy. Wszyscy myślą, że zginął. Ale udaje mu się wydostać i dotrzeć do miasteczka. Niszczy tam wiele dobytku zdobytego przez ludzi ciężką pracą. W końcu, rani szeryfa i poddaje się za namową swojego byłego dowódcy i kompana.
Film tworzy atmosferę terroru i niemocy ludzi, którzy nigdy nie zaznali wojny. Wydaje się, że jeden człowiek, odpowiednio wyszkolony i doświadczony, mógłby zawładnąć całym miastem używając tylko brutalnej siły. Daje nam to sugestię, że człowiek zdolny jest do wielkich rzeczy, jeżeli tylko ćwiczy wystarczająco długo i solidnie, tak jak nasz główny bohater był mistrzem mordowania. Była to jedyna rzecz jaką potrafił dobrze robić. Nie ludzkim było mu tego zabronić.
Bardzo podobało mi się to dzieło. W pełni utożsamiałem się z głównym bohaterem. Jego zagubienie, agresja i chęć zadawania bólu były czymś co rozumiałem i myślę, że sam bym się na to zdecydował na jego miejscu. Najciekawsze w filmie jest to, że mimo licznych wybuchów i strzelania, w efekcie ginie tylko jedna osoba. Tylko jedna śmierć i cierpienie kilku innych, by pokazać ludziom, kto jest silniejszy. Doprawdy imponujący wyczyn.
Chciałbym państwu polecić ten film, jako morderstwo dla nadmiaru czasu i śmierć dla zbłąkanych myśli. Po obejrzeniu na pewno zaznacie pokoju duszy i będziecie w nastroju do rozmyślania nad sensem zabijania za idee. Nawet takie jak to, czyja była Pierwsza Krew.
Wszystko zaczyna się bardzo spokojnie. Idący przed siebie młody, wysportowany człowiek w wojskowym ubraniu. Zostaje wrogo potraktowany przez miejscowego stróża prawa i porządku. Zostaje przez niego zmuszony do ominięcia miasta. Jednak nieudolnie, ponieważ wraca by udowodnić, że ma prawo do przebywania w owym mieście, jak każdy inny.
Szeryf i jego podwładni nie dają za wygraną. Chcą za wszelką cenę pozbyć się włóczęgi-intruza. W areszcie urządzają mu pokaz swojej wyższości. Jednak więzień ucieka raniąc mundurowych.
Ścigany, ucieka w góry, gdzie czeka na pogoń. Kiedy do niego strzelają, zabija jednego z policjantów i rani pozostałych. Wtedy walka z renegatem rozkręca się na dobre. Zwołana zostaje gwardia narodowa, a do sztabu dołącza były dowódca przestępcy. Nadal jednak z nim sympatyzujący.
Morderca zostaje uwięziony w starej kopalni, przez przerażonych sytuacją niedzielnych żołnierzy. Wszyscy myślą, że zginął. Ale udaje mu się wydostać i dotrzeć do miasteczka. Niszczy tam wiele dobytku zdobytego przez ludzi ciężką pracą. W końcu, rani szeryfa i poddaje się za namową swojego byłego dowódcy i kompana.
Film tworzy atmosferę terroru i niemocy ludzi, którzy nigdy nie zaznali wojny. Wydaje się, że jeden człowiek, odpowiednio wyszkolony i doświadczony, mógłby zawładnąć całym miastem używając tylko brutalnej siły. Daje nam to sugestię, że człowiek zdolny jest do wielkich rzeczy, jeżeli tylko ćwiczy wystarczająco długo i solidnie, tak jak nasz główny bohater był mistrzem mordowania. Była to jedyna rzecz jaką potrafił dobrze robić. Nie ludzkim było mu tego zabronić.
Bardzo podobało mi się to dzieło. W pełni utożsamiałem się z głównym bohaterem. Jego zagubienie, agresja i chęć zadawania bólu były czymś co rozumiałem i myślę, że sam bym się na to zdecydował na jego miejscu. Najciekawsze w filmie jest to, że mimo licznych wybuchów i strzelania, w efekcie ginie tylko jedna osoba. Tylko jedna śmierć i cierpienie kilku innych, by pokazać ludziom, kto jest silniejszy. Doprawdy imponujący wyczyn.
Chciałbym państwu polecić ten film, jako morderstwo dla nadmiaru czasu i śmierć dla zbłąkanych myśli. Po obejrzeniu na pewno zaznacie pokoju duszy i będziecie w nastroju do rozmyślania nad sensem zabijania za idee. Nawet takie jak to, czyja była Pierwsza Krew.
niedziela, 23 września 2012
Obywatel Patriota
Mieszkam w niej od urodzenia. Ona mi pomaga, a ja odwdzięczam się jak mogę. Staram się. Nie umiem zbyt wiele, ale staram się jak mogę. Czego więcej ode mnie chcesz?!
To prawda. Posądzano mnie o lenistwo i pasożytniczy styl życia, ale to bzdury takie tylko. Inni mi zazdroszczą i tyle. Uważają, że pracują na mnie. Że ja tylko szkodzę jej i że żyje kosztem innych.
Najgorszy jest ten koleś po lewej. Nigdy się nie zamknie. Dudni tylko bez przerwy. Że niby jak przestanie pracować, to po niej. Kaput. Ja go kiedyś uciszę! Już mnie popamięta!
Żyje z zasiłku. Co z tego. Każdego może kiedyś spotkać dłuższa przerwa w pracy. A ja mam duże potrzeby. Kiedyś zwrócę jej to, co mi daje. Tylko stanę na równe nogi. Jeszcze zobaczycie!
Nie płacę podatków, bo nie mam z czego. Myśli Pan, że tak łatwo jest przeżyć w tych czasach. Czasem nawet nie starcza mi na jedzenie. Takim jak ja nie dają pracy. Jakby mi dali pracę, to bym pracował. A nie dają, to ich strata.
No śmiecę czasem tu i tam. No i co z tego? Komu to szkodzi? Koło siebie śmiecę. Nie wasza to sprawa, gdzie i ile tego wyrzucam. Żyję, to i jakieś odpadki się produkują. Ze niby specjalnie, na jej szkodę to robię? A niby dlaczego miałbym to robić. Przecież ona daje mi utrzymanie. Schronienie. Nie znam innego miejsca do życia. Tu jest mi dobrze. To mój dom i będę robił co mi się podoba.
Dobra, czasem kradnę. Ok? Czasem mi się zdarza. Jak już nie mam z czego żyć, to coś wezmę. Oni i tak tego nie potrzebują. Maja dużo. Z resztą to jest jej. Znaczy wspólne. Znaczy też moje. No to jakim prawem oni mi mogą zabronić sobie wziąć, jak moje.
Kto mówi, że nie jestem patriotą? Bez niej nie ma mnie. Tak jak innych. I kocham ją tak jak inni. Świętuję jej święta. Kibicuję. Dbam o nią, jak tylko potrafię.
Nie jestem pasożytem. Że biorę i dłuższy czas nie oddaje, to nie powód, żeby mnie skazywać na śmierć. Zlitujcie się. Ona jeszcze trochę wytrzyma moją obecność. Dajcie mi jeszcze trochę czasu. To, że jestem złośliwym nowotworem, to nie powód żeby mnie zarzynać. Na Boga, proszę!
To prawda. Posądzano mnie o lenistwo i pasożytniczy styl życia, ale to bzdury takie tylko. Inni mi zazdroszczą i tyle. Uważają, że pracują na mnie. Że ja tylko szkodzę jej i że żyje kosztem innych.
Najgorszy jest ten koleś po lewej. Nigdy się nie zamknie. Dudni tylko bez przerwy. Że niby jak przestanie pracować, to po niej. Kaput. Ja go kiedyś uciszę! Już mnie popamięta!
Żyje z zasiłku. Co z tego. Każdego może kiedyś spotkać dłuższa przerwa w pracy. A ja mam duże potrzeby. Kiedyś zwrócę jej to, co mi daje. Tylko stanę na równe nogi. Jeszcze zobaczycie!
Nie płacę podatków, bo nie mam z czego. Myśli Pan, że tak łatwo jest przeżyć w tych czasach. Czasem nawet nie starcza mi na jedzenie. Takim jak ja nie dają pracy. Jakby mi dali pracę, to bym pracował. A nie dają, to ich strata.
No śmiecę czasem tu i tam. No i co z tego? Komu to szkodzi? Koło siebie śmiecę. Nie wasza to sprawa, gdzie i ile tego wyrzucam. Żyję, to i jakieś odpadki się produkują. Ze niby specjalnie, na jej szkodę to robię? A niby dlaczego miałbym to robić. Przecież ona daje mi utrzymanie. Schronienie. Nie znam innego miejsca do życia. Tu jest mi dobrze. To mój dom i będę robił co mi się podoba.
Dobra, czasem kradnę. Ok? Czasem mi się zdarza. Jak już nie mam z czego żyć, to coś wezmę. Oni i tak tego nie potrzebują. Maja dużo. Z resztą to jest jej. Znaczy wspólne. Znaczy też moje. No to jakim prawem oni mi mogą zabronić sobie wziąć, jak moje.
Kto mówi, że nie jestem patriotą? Bez niej nie ma mnie. Tak jak innych. I kocham ją tak jak inni. Świętuję jej święta. Kibicuję. Dbam o nią, jak tylko potrafię.
Nie jestem pasożytem. Że biorę i dłuższy czas nie oddaje, to nie powód, żeby mnie skazywać na śmierć. Zlitujcie się. Ona jeszcze trochę wytrzyma moją obecność. Dajcie mi jeszcze trochę czasu. To, że jestem złośliwym nowotworem, to nie powód żeby mnie zarzynać. Na Boga, proszę!
Blogi Nawinie Pisane
Temu już dawno się tak zastanawiałem, czyby nie zacząć coś pisać. "Nie mam o czym" -pomyślałem. Jak już będę miał o czym to cusik napiszę.
No teraz piszę. Nie umiem, bo w życiu nie pisałem. No, ale mam o czym już, to i więc piszę.
Piszę i czytam. Czytam siebie i widzę, że pisać nie umiem. Czytam innych i widzę, że pisać umieją, ale o czym piszą, to ja się nie piszę.
A poczytne te blogi te są coniemiara. I pisze jeden z drugą jak im minął dzień. Co pomyśleli, jak na kiblu siedzieli, w celach im znanych, szerszemu gronu nieujawnianych.
A co mnie to obchodzi, co zjadli na obiad. Widzieli nad morzem w górach mazurach.
Toć każdy gdzieś był, gdzieś jest, gdzieś będzie coś robił, czy nie.
Nic mi do tego właściwie co oni piszą, jak miejsce na to jest to można zapełniać, według uznania ichszego. A miejsca ci u nas dostatek. Za wiele. Jak dziecek.
Szokuje mnie jednak, jak bardzo się można mylić, że pisać trzeba o czymś.
Można pisać dla pisania.
Można pisać zamiast rozmawiania.
Można wylewać żale.
Można pisać dla pisania.
Można pisać zamiast rozmawiania.
Można wylewać żale.
No i można na przykład pisać o pisaniu. Moja ulubiona wersja. W tym to jest fajne jak się o pisaniu pisze, że można pisać o tym co się napisze. Tak jak ja dziś.
A jak się już zrecenzjonowało to co się samemu spisało, to nikt recenzji zrecenzjonować nie broni nikomu i właściwie, temat niewyczerpywalny. Perpetum mobile jakby nie było. Wkładasz jeden utwór i się kręci recenzja, za recenzją, bez paliwa, bez niczego, tylko odpady w postaci recenzji szkodliwe mogą być gdy za dużo.
O filmach pisać mógłbym, bo łatwiej obejrzeć nisz czytać, tylko ktoś by musiał mi odpisywać, bo poco tak mówić o myślach i smutkach, jak nikt mi się nie chce dojebać, że głupim, że idiot i smarkacz. A książki czytać za trudno.
A ja tak sobie piszę w powietrze, wiedząc że nikt nie czyta, więc co za różnica czy napiszę DUPA, zamiast zupa, skoro bez odbioru to i tak mimouszu przejdzie.
Takie to są publikacje jak w Moje Dokumenty. Tyle, że strach, że ktoś przeczyta {na przekór tendencją} i wstydził się będę za treści autora niegodne.
sobota, 22 września 2012
Mała kupa
Mam ogólny pogląd na to dlaczego żyjemy.
Bóg nas stworzył, wczoraj, czy dziesięć tysięcy lat temu. Powstaliśmy przypadkowo i wyewoluowaliśmy z prostych organizmów. Stworzyli nas kosmici.
Wszystko jedno. Wszystko bez znaczenia. Jesteśmy.
Po co my żyjemy?! Jeszcze z małym "kurwa" w domyśle.
By nasz gatunek przetrwał? A co mnie on obchodzi. Umrę i nie będzie mi to robiło różnicy czy ludzie wyginą czy nie. I to bez względu czy będę istniał w jakiejś formie, czy zniknę.
Po co ja żyję?! I tak umrę. Każdy umiera.
Mam pozostawić coś po sobie? Wtedy nie wszystek umrę? A co mnie to obchodzi czy mnie ludzie zapamiętają. Co mnie to obchodzi czy ty w ogóle istniejesz czytelniku?! Umrę!
Słyszałem: "Żyj tak, żeby nie żałować ani chwili."
A jak niby mam to zrobić? Jeśli czegoś nie zrobię, to będę żałował, że siedziałem bezczynnie. Jeśli zrobię, to będę żałował, że zrobiłem.
Słyszałem: "Żyj tak, aby zobaczyć wszystkie cudy świata, a nie rozlać tej jednej małej kropli."
A czy ja muszę wszystko zobaczyć? Nie jestem nawet w stanie. Czy będę pełniejszy, lepszy jeżeli zobaczę wszystkie cudy świata?
Jestem nic nie znaczącą iskierką. Nie aktorem na scenie. Gównianą kropeczką. Jednowymiarowym odchodem moich czasów. Nawet nic nie ważę. Nawet nie 21 gramów.
Zgasnę. Umrę. Za chwilę. Za 100 lat. Umrę.
Co mam zrobić z tym pozostałym życiem. Jak je wykorzystać?
Na zabawę? Na myślenie? Na szukanie szczęścia? Wiedzy? Na ogólnie pojęte dobre życie?
Proch ulotny.
Mogę tylko być po swojemu.
Nie ma przepisu. Mamy tylko życie i możliwości.
Bóg nas stworzył, wczoraj, czy dziesięć tysięcy lat temu. Powstaliśmy przypadkowo i wyewoluowaliśmy z prostych organizmów. Stworzyli nas kosmici.
Wszystko jedno. Wszystko bez znaczenia. Jesteśmy.
Po co my żyjemy?! Jeszcze z małym "kurwa" w domyśle.
By nasz gatunek przetrwał? A co mnie on obchodzi. Umrę i nie będzie mi to robiło różnicy czy ludzie wyginą czy nie. I to bez względu czy będę istniał w jakiejś formie, czy zniknę.
Po co ja żyję?! I tak umrę. Każdy umiera.
Mam pozostawić coś po sobie? Wtedy nie wszystek umrę? A co mnie to obchodzi czy mnie ludzie zapamiętają. Co mnie to obchodzi czy ty w ogóle istniejesz czytelniku?! Umrę!
Słyszałem: "Żyj tak, żeby nie żałować ani chwili."
A jak niby mam to zrobić? Jeśli czegoś nie zrobię, to będę żałował, że siedziałem bezczynnie. Jeśli zrobię, to będę żałował, że zrobiłem.
Słyszałem: "Żyj tak, aby zobaczyć wszystkie cudy świata, a nie rozlać tej jednej małej kropli."
A czy ja muszę wszystko zobaczyć? Nie jestem nawet w stanie. Czy będę pełniejszy, lepszy jeżeli zobaczę wszystkie cudy świata?
Jestem nic nie znaczącą iskierką. Nie aktorem na scenie. Gównianą kropeczką. Jednowymiarowym odchodem moich czasów. Nawet nic nie ważę. Nawet nie 21 gramów.
Zgasnę. Umrę. Za chwilę. Za 100 lat. Umrę.
Co mam zrobić z tym pozostałym życiem. Jak je wykorzystać?
Na zabawę? Na myślenie? Na szukanie szczęścia? Wiedzy? Na ogólnie pojęte dobre życie?
Proch ulotny.
Mogę tylko być po swojemu.
Nie ma przepisu. Mamy tylko życie i możliwości.
piątek, 21 września 2012
Wielkie Oczy
Spytany kim jestem, prawdopodobnie powiedziałbym gdzie mieszkam, co zajmuje większość mojego dnia, a co czasu wolnego. Czy to mnie definiuje? To pytanie na inną okazję. Już chyba sobie na tym blogu na nie odpowiedziałem. Zajmuje mnie inna myśl. Co mnie wstrzymuje do bycia kimś "innym"?
Mogę zmienić mieszkanie, zajęcie, a nawet hobby. Mam na tyle zainteresowań i umiejętności, jestem na tyle młody i niezależny, że mogę jeszcze to zrobić. Być może zawsze będę mógł. Chociaż częściowo.
Patrze na znajomych i rodzinę. Oni też mogą. Pewnie nawet wyszło by to nam wszystkim na lepsze. Ale mało kto się na to decyduje.
Klient banku PKO B.P., zapytany dlaczego wybrał ten bank, pewnie odpowie, że ceni sobie bezpieczeństwo albo jest bankowym patriotą. W końcu B.P. To nic, że nie posiada lokat, a na koncie ma debet. Inne banki prześcigają się w ofertach znacznie mniej kosztownych, wygodniejszych, oferują cashback'i i inne korzyści.
Raz wybierając bank, pozostajemy jego więźniami na lata. Czasem życie.
Głupi przykład. Mój.
Lubimy ten spokój znajomego jutra.
Tak nam mija całe życie.
Ja przesadzam. Ja to wiem. Ale moimi krzywymi oczami, tak to mniej więcej widzę.
Czemu zostajemy? Czemu nie idziemy gdzie wieje wiatr? Z duchem czasu. Tam gdzie łatwiej. Tam gdzie może mniej będziemy mieli narzekania.
Powodów możemy wymyślać tysiące, ale wszystkie sprowadzają się do jednego. Jesteśmy leniwi. Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Łatwiej jest pozostać nawet w najgorszym miejscu, ale w spokoju, niż przewracać swoje życie do góry dnem, bez gwarancji sukcesu.
Marzenia nie są do spełniania.
Powodów możemy wymyślać tysiące, ale wszystkie sprowadzają się do jednego. Jesteśmy leniwi. Lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Łatwiej jest pozostać nawet w najgorszym miejscu, ale w spokoju, niż przewracać swoje życie do góry dnem, bez gwarancji sukcesu.
Marzenia nie są do spełniania.
czwartek, 20 września 2012
Dziewczyny tylko chcą się dobrze bawić
Droga Cindi Lauper!
W moim liście chciałbym ostro skrytykować Twoją ideologię. W dodatku, rozpowszechnianie jej w tak frywolny sposób uważam za niegodne artysty. Pozwól, że wyjaśnię ci mój punkt widzenia.
Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, dlaczego jedni mogą się bawić, podczas gdy inni ciężko pracują? Dzieje się tak dlatego, że ci pracujący zawsze w jakiś sposób utrzymują bawiących się. Dziś wspominamy dorobek cywilizacyjny rzymian, jako coś wielkiego. Jako czas wspaniały. Czas rozwoju nauki, sztuki i literatury. Zapewne tak było. Ale nad stworzeniem jednej pieśni, nie pracował tylko poeta. Nad każdym słowem przelewane były krew i pot niewolników. W mundurach SS, rzeźby z tamtego okresu nie prezentowały by się już tak wspaniale, a ten wizerunek nie odbiegałby od rzeczywistości.
Innym aspektem twego rozprawiania nad tak ulotnym pyłem, jest strata czasu antenowego i uszu słuchaczy. W czasie jaki odbiorniki radiowe lub telewizyjne poświęcają na twe słowa zachęty do bezproduktywnej zabawy, można by informować ludzi o problemach, które nie powinny mieć miejsca w XXI w na kuli ziemskiej i możliwościach ich rozwiązania. Chodzi mi głównie o łamanie praw człowieka i głód. Jednocześnie można promować utwory ludzi, którzy naprawdę stworzyli coś, czego dotąd nie było, zamiast powielać dobrze nam znane proste melodie.
Kolejnym sposobem, w jaki przyczyniasz się do niedorozwoju naszego gatunku, jest promocja chwytliwych, amerykańskich modeli. Sugerują one, że młode kobiety, powinny przede wszystkim dobrze się bawić, zamiast dbać o swój rozwój i wykształcenie. Bardzo blisko stąd już do wmawiania im, że odpowiednim dla nich partnerem może być tylko niegrzeczny chłopiec, grający oklepany rock i ubrany w skórę. Oczywiście to tylko przykład wybrany z dużej gamy stereotypów idealnego mężczyzny, których archetypem jest książę Czaruś. Produkuje to tylko kolejne słodkie idiotki, czym pozbawia nas szans na laureatkę Nagrody Nobla.
Na koniec chciałbym dodać, że życie oparte na sprawianiu sobie przyjemności prowadzić może tylko do samozniszczenia. Człowiekowi do szczęścia potrzebna jest świadomość dobrze wykonanej pracy, albo poświęcenie wyższej idei, jak na przykład zaliczenie 100 kochanek przed ślubem, a nie jakieś tam dyrdymały o dobrej zabawie.
Mam nadzieję, że przemówiłem ci do rozsądku i nie będziesz już tak nadwyrężała swojego radiowego gardła. Proszę cię, zastanów się nad tym. Dorośnij wreszcie.
Z pełnią nienawiści,
Defekt
W moim liście chciałbym ostro skrytykować Twoją ideologię. W dodatku, rozpowszechnianie jej w tak frywolny sposób uważam za niegodne artysty. Pozwól, że wyjaśnię ci mój punkt widzenia.
Czy kiedykolwiek zastanawiałaś się, dlaczego jedni mogą się bawić, podczas gdy inni ciężko pracują? Dzieje się tak dlatego, że ci pracujący zawsze w jakiś sposób utrzymują bawiących się. Dziś wspominamy dorobek cywilizacyjny rzymian, jako coś wielkiego. Jako czas wspaniały. Czas rozwoju nauki, sztuki i literatury. Zapewne tak było. Ale nad stworzeniem jednej pieśni, nie pracował tylko poeta. Nad każdym słowem przelewane były krew i pot niewolników. W mundurach SS, rzeźby z tamtego okresu nie prezentowały by się już tak wspaniale, a ten wizerunek nie odbiegałby od rzeczywistości.
Innym aspektem twego rozprawiania nad tak ulotnym pyłem, jest strata czasu antenowego i uszu słuchaczy. W czasie jaki odbiorniki radiowe lub telewizyjne poświęcają na twe słowa zachęty do bezproduktywnej zabawy, można by informować ludzi o problemach, które nie powinny mieć miejsca w XXI w na kuli ziemskiej i możliwościach ich rozwiązania. Chodzi mi głównie o łamanie praw człowieka i głód. Jednocześnie można promować utwory ludzi, którzy naprawdę stworzyli coś, czego dotąd nie było, zamiast powielać dobrze nam znane proste melodie.
Kolejnym sposobem, w jaki przyczyniasz się do niedorozwoju naszego gatunku, jest promocja chwytliwych, amerykańskich modeli. Sugerują one, że młode kobiety, powinny przede wszystkim dobrze się bawić, zamiast dbać o swój rozwój i wykształcenie. Bardzo blisko stąd już do wmawiania im, że odpowiednim dla nich partnerem może być tylko niegrzeczny chłopiec, grający oklepany rock i ubrany w skórę. Oczywiście to tylko przykład wybrany z dużej gamy stereotypów idealnego mężczyzny, których archetypem jest książę Czaruś. Produkuje to tylko kolejne słodkie idiotki, czym pozbawia nas szans na laureatkę Nagrody Nobla.
Na koniec chciałbym dodać, że życie oparte na sprawianiu sobie przyjemności prowadzić może tylko do samozniszczenia. Człowiekowi do szczęścia potrzebna jest świadomość dobrze wykonanej pracy, albo poświęcenie wyższej idei, jak na przykład zaliczenie 100 kochanek przed ślubem, a nie jakieś tam dyrdymały o dobrej zabawie.
Mam nadzieję, że przemówiłem ci do rozsądku i nie będziesz już tak nadwyrężała swojego radiowego gardła. Proszę cię, zastanów się nad tym. Dorośnij wreszcie.
Z pełnią nienawiści,
Defekt
środa, 19 września 2012
Wielbię cię żałosna istoto
Idea.
Czytam mojego bloga i nie wiem. Zbiór imperatywów? Osobowość? Dusza? Suma tego? Gdzie różnica?
Piszę jeden człowiek, a w nim dużo osób. Piszę jeden człowiek, a w nim idea.
Czy w nas aż tyle siedzi? Bez idei też istnieje. Nie jestem ideą. Mam ideę. Mam ich wiele. Mamy. A obok nich żyjemy. Ci my za kierownicą naszego ciała.
Piszę jeden człowiek, a w nim dużo osób, a obok idee.
Wszystkie tak samo ważne. Nawet te żałosne. Nawet te w ludziach upośledzonych. Nawet odrażających. Psychicznie i fizycznie. Wszystkie bezcenne. A w sumie bezwartościowe.
I nie zapomnij, że tam w każdym jest coś, co zginie na zawsze, jeśli zabijesz człowieka. Jeden człowiek, milion śmierci. Milion istnień utraconych bezpowrotnie. Może to, jeśli śmierć człowieka to mało.
Nienawidzę cię, kochając to że istniejesz żałosna istoto.
wtorek, 18 września 2012
Głoszę niewiedzę!
Spokojnie, spokojnie.
Nie uciekaj. To nie proroka wystąpienie, ni filozofa, ni moralisty wielkiego. Ot gawęda taka. Luźna. Koleżeńska.
Lubujemy się w podziałach. Narzucone, wymyślone, naturalne. Lepiej się czujemy, umiejąc nazwać działkę, w której się znajdujemy.
Ale.
Ale.
Spójrzmy na to co nas łączy. Definiuje jednocześnie. Tylko chwilę.
Dusza. Idea. Osobowość. To słowa tylko.
Indywidualność. Dobre słowo. Długie. Ciężkie w mowie.
Każda grupa się z takich składa Indywidualności.
Indywidualność szanujemy. Raczej. Puki nasza nie zapomni o waszych.
A teraz wydzielajmy, kto ma prawo do szacunku Indywidualności. Kto jakie ma prawa? A kto ich nie ma? Gdzie granice? Ty je postaw!
Ludzie? Wszyscy? Zdrowi? Młodzi tylko? Starzy? Pełni sił umysłowych?
Człekokształtni? Szympansy tylko?
Małpy? Dorosłe małpy?
Ssaki? Z pominięciem Dziobaka?
Zwierzątka ładne? Niedziobate? Niejedzone przez nas w drodze zwyczaju? Pieski? Biedroneczki? Kotki?
Ciepłokrwiste? Lądowe?
Tylko Ty?
Czemu walka o godność konia, a nie o kury? Czemu schroniska dla psów, a nie dla świń?
Co jest człowiek? Plemnik? Zarodek? Gastrula? Płód? Noworodek? Od 18? 21 lat?
Króliki z laboratoriów! Na pasztet? Na wolność?
Przestępcy, zabijać? Niektórych? Których? Do pracy?
Kto jest ten, a kto to?
Po koleżeńsku być miało? Tylko łgałem.
Kto jest ten, a kto to?
Po koleżeńsku być miało? Tylko łgałem.
poniedziałek, 17 września 2012
Nie ma nic bardziej równego niż dwie poziome kreski
Jakoś nie mogę wyjść z podziwu dla ludzkiego gatunku, jak łatwo potrafimy zapomnieć o tym, że niczym się nie różnimy.
Herezja powiadasz? O co mi chodzi, że tak? Że przecież każdy jest inny? Że i bliźniaki nie są nawet jednakowe, choć jednojajowe?
To wszystko prawda. Ale jest i inna.
Wszyscy mamy głowy. Szyję niektórzy zatracili, ale głowy mamy wszyscy.
W głowie każdy z nas ma mózg. Bardzo są różne te mózgi. Bardzo. Ale generalnie możemy chyba przyznać człowiekowi, jako cechę gatunkową, posiadanie mózgu.
W mózgu natomiast każdy z nas coś ma. Jak to nazwać? Nie chodzi mi o myśli, te są ulotne. Chodzi o takie myśli z korzeniem. Takie, które nas napędzają. Które dają nam motywacje. Motywację do życia, walki, umierania, pracy, niszczenia, głodówki, imprez, narkotyków, tworzenia, zabijania i w stołek pierdzenia. Motywację w sensie chęć.
A powodem jest coś, co roboczo nazwę ideą.
Skąd one się biorą, tego nie wiem.
Z nimi się rodzimy? Ciężko powiedzieć.
Czy ktoś je nam tam wkłada podczas dzieciństwa? Może trochę.
Czy mamy na nie wpływ? Wykrętem i łgarstwem byłoby zaprzeczenie. Fałszywym usprawiedliwianiem swoich decyzji zewnętrzną siłą.
Czy sami je tworzymy? Chyba też.
Czy są zaraźliwe? To na pewno. Niektóre. Te ładnie opakowane.
Czy są różne? Jak najbardziej. Jak i ludzie.
Są tak różne, jak są jednakowe.
A my, kierowani tymi ideami, wyglądamy jak małe dzieci, niepatrzące na to jak, byleby dojść do celu. Nie ma "może". Nie ma "nie wiem". Jest idea. Jest pewność. Jest życie. Nawet jeżeli po trupach. A "nie wiem" też jest potrzebne. Takie Szymborskiej "Nie wiem".
Jak już gdybałem. Może ludzie nie szanują życia. Może nie ma bohaterów. Może nie ma zbrodniarzy. Może jesteśmy tylko ludźmi, którzy są prowadzeni przez idee. A te idee są jedynym, co uważamy za godne szacunku. Może nie unikalność samą w sobie. Może unikalność człowieka, jako idei. Może ostatniego ptaka Dodo jako ideę czegoś co przeminie i nie wróci. Być może.
Czy tych idei istnienie jest dobre?
Powinienem zdefiniować najpierw słowo: "dobre". Zaufam ci jednak i pozwolę samemu zadecydować, jak to zrozumiesz. Bo zdefiniować nie umiem.
A więc, czy to dobrze, że one istnieją?
I znów. Tak i nie.
Idea pozwala żyć. Bez idei umieramy. Sami się niszczymy.
Idea zabija, gdy jej stanąć na drodze.
Ale.
Co czyni człowieka człowiekiem? Co go odróżnia od worka mięsa?
Dusza? Na wikipedii można poczytać o różnych na nią spojrzeniach.
Dodam jeszcze jedno: dusza = idea.
Herezja powiadasz? O co mi chodzi, że tak? Że przecież każdy jest inny? Że i bliźniaki nie są nawet jednakowe, choć jednojajowe?
To wszystko prawda. Ale jest i inna.
Wszyscy mamy głowy. Szyję niektórzy zatracili, ale głowy mamy wszyscy.
W głowie każdy z nas ma mózg. Bardzo są różne te mózgi. Bardzo. Ale generalnie możemy chyba przyznać człowiekowi, jako cechę gatunkową, posiadanie mózgu.
W mózgu natomiast każdy z nas coś ma. Jak to nazwać? Nie chodzi mi o myśli, te są ulotne. Chodzi o takie myśli z korzeniem. Takie, które nas napędzają. Które dają nam motywacje. Motywację do życia, walki, umierania, pracy, niszczenia, głodówki, imprez, narkotyków, tworzenia, zabijania i w stołek pierdzenia. Motywację w sensie chęć.
A powodem jest coś, co roboczo nazwę ideą.
Skąd one się biorą, tego nie wiem.
Z nimi się rodzimy? Ciężko powiedzieć.
Czy ktoś je nam tam wkłada podczas dzieciństwa? Może trochę.
Czy mamy na nie wpływ? Wykrętem i łgarstwem byłoby zaprzeczenie. Fałszywym usprawiedliwianiem swoich decyzji zewnętrzną siłą.
Czy sami je tworzymy? Chyba też.
Czy są zaraźliwe? To na pewno. Niektóre. Te ładnie opakowane.
Czy są różne? Jak najbardziej. Jak i ludzie.
Są tak różne, jak są jednakowe.
A my, kierowani tymi ideami, wyglądamy jak małe dzieci, niepatrzące na to jak, byleby dojść do celu. Nie ma "może". Nie ma "nie wiem". Jest idea. Jest pewność. Jest życie. Nawet jeżeli po trupach. A "nie wiem" też jest potrzebne. Takie Szymborskiej "Nie wiem".
Jak już gdybałem. Może ludzie nie szanują życia. Może nie ma bohaterów. Może nie ma zbrodniarzy. Może jesteśmy tylko ludźmi, którzy są prowadzeni przez idee. A te idee są jedynym, co uważamy za godne szacunku. Może nie unikalność samą w sobie. Może unikalność człowieka, jako idei. Może ostatniego ptaka Dodo jako ideę czegoś co przeminie i nie wróci. Być może.
Czy tych idei istnienie jest dobre?
Powinienem zdefiniować najpierw słowo: "dobre". Zaufam ci jednak i pozwolę samemu zadecydować, jak to zrozumiesz. Bo zdefiniować nie umiem.
A więc, czy to dobrze, że one istnieją?
I znów. Tak i nie.
Idea pozwala żyć. Bez idei umieramy. Sami się niszczymy.
Idea zabija, gdy jej stanąć na drodze.
Ale.
Co czyni człowieka człowiekiem? Co go odróżnia od worka mięsa?
Dusza? Na wikipedii można poczytać o różnych na nią spojrzeniach.
Dodam jeszcze jedno: dusza = idea.
niedziela, 16 września 2012
Jest coś jeszcze
Jest film. Średnio ambitny. Polski. Z serii czołowi, polscy, młodzi aktorzy idą na wojnę. Tragiczny w dodatku. Dawno oglądany, także sory jak pomotam szczegóły.
A tytuł jego "Jutro idziemy do kina".
Wspominam o nim, bo porusza ciekawy problem. W dodatku odpowiada na postawione przeze mnie wczoraj pytanie: "Czy tylko Unikalność?"
Odpowiada oczywiście przecząco.
Może jeszcze trochę o filmie.
Opowiada on o kilku młodych Polakach, z różnych grup społecznych, żyjących w latach, poprzedzających II Wojnę Światową. Ot tam takie młodociane igraszki. Dziewczyny, miłostki, romanse i nadchodząca wojna.
Mniejsza o całą fabułę. Chodzi mi o tytułowy motyw. Chłopak zarywa dziewczynę. Długo i uciążliwie. Tak jak postacie filmowe umieją najlepiej, kiedy wydaje się, że sukces jest nieosiągalny. Dodajmy, że chłopak jest prawiczkiem. Taki romantyk trochę.
Wydaje się, że udało mu się zarwać. Umawia się do kina. Czy ma zamiar oglądać film, tego nie wiem...
Data 1 września 1939. Dziwnie znajoma. I nie, nie chodzi mi o pierwszy dzień szkoły twojej babci. Mojej też nie.
Para się spotyka i... Chłopak ginie przed kinem, podczas bombardowania.
Film pokazuje nam tragedię jednej osoby. Wyciska łzy. Ta jedna śmierć obchodzi nas bardziej, niż miliony innych, które wiemy, że nastąpią później.
Ale dlaczego?
Nie "płaczemy" przecież z powodu śmierci bohatera. Trochę oczywiście tak, ale fakt śmierci jest tu czymś przyćmiony. W tej scenie umarła idea. Szczenięca idea, która nie może być spełniona, przez tragiczny przypadek.
Gdyby chłopak umarł po tym, jak młodzi konsumują związek, by następnie rozejść się z powodu znudzenia i ogólnego "było fajnie, ale zostańmy przyjaciółmi", ta śmierć byłaby czymś pomijalnym w skali tragedii narodów.
A tak, jedna śmierć, w dodatku nie ta ludzka, przyćmiła całą Drugą Wojnę Światową. Zabawne.
Następnym razem, może coś jeszcze o ideach i wartości życia.
A teraz, myśl na dziś:
Drogi Boże!
Piszę, żeby napisać, że jeśli jesteśmy na twoje podobieństwo, to musisz być odrażającym skurwysynem. Czekam na odpowiedź. Całuje.
Ja
sobota, 15 września 2012
Jest a nie ma, oto jest różnica!
Dzisiaj trudny temat. Postaram się więc zachować powagę. Nawet usiądę prosto. Język wyprasuję.
Trudny, ale dla niektórych wesoły. Wierzących. Nie zależnie od wyznania.
Umarło, przed chwilą żywe stworzenie.
No i co? Jest się czym przejmować?
To zależy -taka mi się myśl nasuwa.
No bo jak był to nieznajomy, nieszczęśliwy, stary zabójca piątki dzieci, w dodatku pedofil z drugiego końca świata. Czy mi smutno?
Jeśli był to mały kotek, którego uratowałem od zamarznięcia, karmiłem, ogrzewałem własnym ciałem i właśnie miałem po raz pierwszy wynieść go na świeże powietrze, po paru miesiącach opieki. Czy mi smutno?
Albo umarł człowiek podczas tsunami w Indiach. Mowie o takim jednym z dziewięćset pięćdziesięciu jeden tysięcy sześćset dwudziestu siedmiu ludzi. Nic więcej nie wiem na jego temat. Czy mi smutno?
Albo świnia w zakładach mięsnych. Czy mi smutno?
Albo moja młodsza siostrzyczka. Czy mi smutno?
Albo dżdżownica na podwórku. Czy mi smutno?
Albo ten stary pan w kamienicy w Krakowie. Czy mi smutno?
Tak właściwie jak mogę to różnicować? Kim ja jestem żeby decydować czyje życie jest warte mniej, a czyje więcej?
Mogę robić to subiektywnie -powiecie może. To prawda. Mogę jakoś oszacować, ile wynosi dla mnie emocjonalna wartość czyjegoś życia.
Nie, nie mogę. Ale szacuje. Robię to. Robimy.
Tak wszyscy robimy. My okrutne skurwysyny. Przechodzimy obok śmierci sąsiada obojętnie, a płaczemy kiedy umiera postać w filmie. Mufasa jebany hakuna matata!
No to.
Zastanówmy się jak wartościujemy życie.
A może tu chodzi o życie człowieka? Albo o fakt przejścia duszy do zaświatów gdzieś? Coś w tym jest. Ale jednak przechodzimy obok śmierci człowieka pogwizdując, a w jego posiadanie duszy raczej większość ludzi nie wątpi. (co rozumiem pod pojęciem "dusza", to osobny temat. i ten sam)
Dalej. Może chodzi o ludzi podobnych do nas? "Jak już naszych bioro, to jo niedługo tyż pójde. Zejde znaczy." Coś w tym jest. Ale to trochę strach przed śmiercią wzbudza bardziej, niż żal po człowieku.
Płaczemy po zwierzętach. Ano płaczemy. Tych ładnych raczej. Takich z mięśniami mimicznymi. Kotkach, pieskach, noo... czasem po jakimś gadzie. Po kurczaku już nikt nie płacze. Owadzie. Może to o estetykę ciała chodzi? Coś w tym jest? Nie do końca to tak. Że my wszyscy wielbiciele estetyki? A tak poza, po tych brzydkich też płaczemy.
No.
A wyobraźmy sobie, że można wziąć martwe ciało i zrobić kopię, Tylko żywą. Osoba będzie taka sama. Identyczna. Żywa. Ale oryginał umarł. Prawie nic się nie zmieniło. Tylko na chwilę kogoś nie było i powstało martwe ciało. Tyle się wydarzyło. Osoba, którą było ciało, jest nadal. Nie ma o co płakać? Ktoś bliski umarł. Żyje. Ale umarł. I nic to dla nas?
Albo dziecku umarł Pies. Dziecko kochało Psa. Nazywało go Pies, bo był psem. Płakało bardzo, bo był, a tu go nie ma. Ale rodzice przywieźli psa i powiedzieli, że to Pies.
Dziecko uwierzyło, bo ufne było. Z Psem na spacery chodziło. Ale czegoś brakowało. Bo Pies oduczył się lizania ucha, skradania za klockiem i zabawy w Dwapsy. Stan jest jednakowy. Był Pies, jest Pies. Czy to dziecko coś straciło, oprócz trzech Psa umiejętności?
Jest w tym coś?
Białe kruki? Proste krzywki? Małego Księcia Lis?
Czy cenimy tylko unikalność?
Pytam!
Trudny, ale dla niektórych wesoły. Wierzących. Nie zależnie od wyznania.
Umarło, przed chwilą żywe stworzenie.
No i co? Jest się czym przejmować?
To zależy -taka mi się myśl nasuwa.
No bo jak był to nieznajomy, nieszczęśliwy, stary zabójca piątki dzieci, w dodatku pedofil z drugiego końca świata. Czy mi smutno?
Jeśli był to mały kotek, którego uratowałem od zamarznięcia, karmiłem, ogrzewałem własnym ciałem i właśnie miałem po raz pierwszy wynieść go na świeże powietrze, po paru miesiącach opieki. Czy mi smutno?
Albo umarł człowiek podczas tsunami w Indiach. Mowie o takim jednym z dziewięćset pięćdziesięciu jeden tysięcy sześćset dwudziestu siedmiu ludzi. Nic więcej nie wiem na jego temat. Czy mi smutno?
Albo świnia w zakładach mięsnych. Czy mi smutno?
Albo moja młodsza siostrzyczka. Czy mi smutno?
Albo dżdżownica na podwórku. Czy mi smutno?
Albo ten stary pan w kamienicy w Krakowie. Czy mi smutno?
Tak właściwie jak mogę to różnicować? Kim ja jestem żeby decydować czyje życie jest warte mniej, a czyje więcej?
Mogę robić to subiektywnie -powiecie może. To prawda. Mogę jakoś oszacować, ile wynosi dla mnie emocjonalna wartość czyjegoś życia.
Nie, nie mogę. Ale szacuje. Robię to. Robimy.
Tak wszyscy robimy. My okrutne skurwysyny. Przechodzimy obok śmierci sąsiada obojętnie, a płaczemy kiedy umiera postać w filmie. Mufasa jebany hakuna matata!
No to.
Zastanówmy się jak wartościujemy życie.
A może tu chodzi o życie człowieka? Albo o fakt przejścia duszy do zaświatów gdzieś? Coś w tym jest. Ale jednak przechodzimy obok śmierci człowieka pogwizdując, a w jego posiadanie duszy raczej większość ludzi nie wątpi. (co rozumiem pod pojęciem "dusza", to osobny temat. i ten sam)
Dalej. Może chodzi o ludzi podobnych do nas? "Jak już naszych bioro, to jo niedługo tyż pójde. Zejde znaczy." Coś w tym jest. Ale to trochę strach przed śmiercią wzbudza bardziej, niż żal po człowieku.
Płaczemy po zwierzętach. Ano płaczemy. Tych ładnych raczej. Takich z mięśniami mimicznymi. Kotkach, pieskach, noo... czasem po jakimś gadzie. Po kurczaku już nikt nie płacze. Owadzie. Może to o estetykę ciała chodzi? Coś w tym jest? Nie do końca to tak. Że my wszyscy wielbiciele estetyki? A tak poza, po tych brzydkich też płaczemy.
No.
A wyobraźmy sobie, że można wziąć martwe ciało i zrobić kopię, Tylko żywą. Osoba będzie taka sama. Identyczna. Żywa. Ale oryginał umarł. Prawie nic się nie zmieniło. Tylko na chwilę kogoś nie było i powstało martwe ciało. Tyle się wydarzyło. Osoba, którą było ciało, jest nadal. Nie ma o co płakać? Ktoś bliski umarł. Żyje. Ale umarł. I nic to dla nas?
Albo dziecku umarł Pies. Dziecko kochało Psa. Nazywało go Pies, bo był psem. Płakało bardzo, bo był, a tu go nie ma. Ale rodzice przywieźli psa i powiedzieli, że to Pies.
Dziecko uwierzyło, bo ufne było. Z Psem na spacery chodziło. Ale czegoś brakowało. Bo Pies oduczył się lizania ucha, skradania za klockiem i zabawy w Dwapsy. Stan jest jednakowy. Był Pies, jest Pies. Czy to dziecko coś straciło, oprócz trzech Psa umiejętności?
Jest w tym coś?
Białe kruki? Proste krzywki? Małego Księcia Lis?
Czy cenimy tylko unikalność?
Pytam!
piątek, 14 września 2012
Człowiek i drabina
Pewnego pięknego poranka był sobie Człowiek. Średniej wysokości był. Zbudowany był jednak też - z mięsa i kości. Miał psa, dom, drzewo, płot, żonę i dzieci -ot taki prosty miał żywot, można powiedzieć, że nic mu do szczęścia nie brakowało. A coś jednak zawsze dogonić to szczęście przeszkadzało.
Człowiek spotkał Człowieka'. Nie znał go dotychczas. Poznawać zaczął. A że byli w pracy i Człowiek' znał swoją pracę lepiej niż ktokolwiek inny, Człowiek zaczął Człowieka' szanować. Szanowali Człowieka' też wszyscy w biurze, jako że zawsze znajdował rozwiązanie stawianych przed nim problemów. A uczynny był też coniemiara.
Człowieka nurtowały pytania egzystencjonalne: Jak dobrze żyć? Jak umierać? itp. Bo odpowiedzi nie wisiały już w tych czasach na ścianach, jak w średniowieczu. Wzorców trzeba teraz szukać gdzie popadnie. Skoro Człowiek' taki mądry, to może wie jak żyć... Kogoś takiego jak Człowiek' warto posłuchać.
Człowiek po pracy spytał Człowieka' czy nie napiłby się piwa. Był to grudzień i jako, że ciemno już było, przeszkód widać nie było.
Zaszli tylko do mieszkania Człowieka' bo karty nie wziął jak do pracy szedł gapa jeden.
Człowiek' mieszkał w mieszkaniu z byłym mężem byłej. Mebel posiadał, ale nie praktykował jego użytkowania. Na ścianach miał plakaty z gołymi paniami, a sufit w kuchni podtrzymywała piękna kolumnada pustych puszek po piwie.
Wieczorem Człowiek przypomniał sobie wszystkie zamienione z Człowiekiem' zdania.
Człowiek' jest nieszczęśliwy -pomyślał.
Kolejnego pięknego poranka był sobie Człowiek. Jak dnia poprzedniego poszedł do pracy.
Człowiek spotkał Człowieka', który jak dnia poprzedniego emanował charyzmą i wszechwiedzą.
Człowiek spotkał też Człowieka''. Nie zauważał go dotąd, bo taka to ciamajda była. Dupy se podetrzeć sam dobrze nie potrafił, a wszyscy w biurze pogardę tylko odczuwali.
Może jeśli wczoraj tak się myliłem, to powinienem pójść w odwrotną stronę -pomyślał.
Człowiek po pracy spytał Człowieka'' czy nie napiłby się piwa. Był to grudzień i jako, że ciemno już było, przeszkód widać nie było.
Zaszli tylko do mieszkania Człowieka'' bo karty nie wziął jak do pracy szedł gapa jeden.
Człowiek'' mieszkał w mieszkaniu z byłym mężem byłej. Mebel posiadał, ale nie praktykował jego użytkowania. Na ścianach miał plakaty z gołymi paniami, a sufit w kuchni podtrzymywała piękna kolumnada pustych puszek po piwie.
Wieczorem Człowiek przypomniał sobie wszystkie zamienione z Człowiekiem'' zdania.
Człowiek'' jest nieszczęśliwy -pomyślał.
czwartek, 13 września 2012
Old McDonald...
Niech student ASP wejdzie między bloki i podciągnąwszy swe czerwone rurki rozsiądzie się wygodnie na ławce, podziwiając grę cieni, podczas zachodu słońca, na pozbawionych włosów głowach kwiatu okolicznej młodzieży. Samobójca powiemy? Ale czemu? Czy coś on zrobił tambylcom?
Nie! - ciśnie się odpowiedź - Przecież to spokojny chłopiec, tylko siedzi i podziwia świat.
Ale czy na pewno z nikim nie zadarł?
Wyobraźmy sobie grupę byków zmuszoną żyć na jednym terytorium. W końcu czy jesteśmy tacy różni od byków?
Byki walczą między sobą (czasem na spojrzenia) o pozycję w swojej grupie. Im więcej byków, tym walka zacieklejsza. Napięcia rodzą napięcia, a te skłaniają do zwiększenia masy. Zwłaszcza mięśniowej.
A po co to wszystko? - zapytacie. Toć krów starczy dla każdego.
Ano, może i tak, ale trzeba sobie znaleźć coś godnego swoich zapędów. A te rosną razem z opinią o sobie, ergo Masą Mięśniową.
Z resztą, do obory z tymi krowami. Trzeba mieć też respekt. Wiesz co się liczy?! Szacunek ludzi z gnojnicy. I takie tam. Oczywiste, jest społeczeństwo, to i jest też uwarstwienie. Ciasne, bo każdy ma mase, furę i gołą glace. Niewielkie są tam różnice punktacji, niewielkie. Nie wpierdolisz nikomu jeden dzień i już spadasz o 10 oczek w dół. A do góry droga kręta i pełna niebezpieczeństw.
Nagle wpierdala ci się taki rumaczek wypudrowany. Może nic nie wyrywa, ale jak się jedna z drugą zapatrzą to się może i spodobać. A co on tak patrzy bez szacunku?! Jakby nad nami! Ponad nami się stawia? A jakim prawem do chuja pana. Od dołu musisz zacząć. Na siłce pakować, odżywki wpierdalać. Zasłużyć na respekt!
Zobaczymy jaki z niego kurwa twardziel!
Tak to wygląda rumaczku. Byczki mają rację, nie wolno się wpierdalać. Trzeba się dostosować. Ujednolicić. Żeby nie było wątpliwości, kto jest ważniejszy. Apeluję więc, ktokolwiek mnie czyta, zostań kurwa byczkiem! ;)
Dlaczego cie tam tyle w środku?
Jak już pisałem, zdaje się, że zmieniamy osobowość w zależności od otoczenia. A powiedzcie mi Panie i Panowie Kameleonowie dlaczego tak się dzieje? Czy to nasz bardziej lub mniej świadomy wybór jest? Czy też to owe otoczenie nas kreuje takimi, na jakich jest zapotrzebowanie?
OK.
Żona w ciąży, jest strach, trochę szczęścia, dalej strach. Dziecko się rodzi, nie jest tak źle, no to może by go wychować.
O! Właśnie powstaje pierwsza osobowość małej istotki. Jakby podstawa. Jeden Pan nazwał to ID. Jasne, że dzieciątko już jakieś było zanim rodzice oprzytomnieli na tyle by je zakuć w kierat. To chyba nie do końca taka "tabula rasa" ten mały człowiek jest.
Jak już się tym dzieckiem znudzili, to posłali do przedszkola. Masz Pan znowu narodziny nowej osoby. I tak dalej, co szkoła, praca, osiedle, stowarzyszenie, blabla... człowieczek na lewo i prawo tworzy swoje nowe odbicia.
Dobra, za szybko, cofamy.
Nieśmiały był człowieczek w liceum, nieśmiały, ale idzie teraz na studia to i stara się być doroślejszy i wziąć pozycję w nowej grupie w swoje ręce. A i grupa jak tak patrzy, to już wie co to za jeden. Ze ma glany i tunele i włosy nie tak jak zwykło się. Jednym słowem jakiś to ekscentryk z mocną psychiką i kieszeniami pełnymi trawy. Taki trochę element można by rzec. Ale ciekawy, nie powiem. Leń chyba tylko trochę. Bez ambicji taki, taki.
A ten człowiek chce zdobyć tylko na uczelni wykształcenie, które pomoże mu w przyszłym życiu powiązać oba końce.
I tu ta ciekawa sytuacja się pojawia. Ludzie mają inny pomysł na człowieka, niż człowiek na siebie. Kim więc będzie? Kimś nowym na bank. Z tym zgadzają się wszyscy.
Jak ty myślisz?
No bo człowiek coś chce, ale wie jakoś tak podświadomie, że nie może być aż tak inny od wyobrażenia ludzi. Bo tak patrzą krzywo jak się wyłamuje z pierwowzoru. No to się miota w niepewności. Tak jak i inni się miotają, bo każdy człowiek jest w nowej sytuacji i każdy ma te same dylematy co nasz człowiek. Trzeba tylko trochę zamieszać ten bigos, dolać wina i dać każdemu czas na stworzenie nowych siebie wg projektu swojego i wszystkich otaczających.
No i bach, nasz człowiek rodzi się na nowo. W nowej skórze -do kolekcji. Kolejny raz i nie ostatni. To na pewno - nie ostatni.
Tak to widzę.
Tylko jak ślepy zauważy ślepotę...?
OK.
Żona w ciąży, jest strach, trochę szczęścia, dalej strach. Dziecko się rodzi, nie jest tak źle, no to może by go wychować.
O! Właśnie powstaje pierwsza osobowość małej istotki. Jakby podstawa. Jeden Pan nazwał to ID. Jasne, że dzieciątko już jakieś było zanim rodzice oprzytomnieli na tyle by je zakuć w kierat. To chyba nie do końca taka "tabula rasa" ten mały człowiek jest.
Jak już się tym dzieckiem znudzili, to posłali do przedszkola. Masz Pan znowu narodziny nowej osoby. I tak dalej, co szkoła, praca, osiedle, stowarzyszenie, blabla... człowieczek na lewo i prawo tworzy swoje nowe odbicia.
Dobra, za szybko, cofamy.
Nieśmiały był człowieczek w liceum, nieśmiały, ale idzie teraz na studia to i stara się być doroślejszy i wziąć pozycję w nowej grupie w swoje ręce. A i grupa jak tak patrzy, to już wie co to za jeden. Ze ma glany i tunele i włosy nie tak jak zwykło się. Jednym słowem jakiś to ekscentryk z mocną psychiką i kieszeniami pełnymi trawy. Taki trochę element można by rzec. Ale ciekawy, nie powiem. Leń chyba tylko trochę. Bez ambicji taki, taki.
A ten człowiek chce zdobyć tylko na uczelni wykształcenie, które pomoże mu w przyszłym życiu powiązać oba końce.
I tu ta ciekawa sytuacja się pojawia. Ludzie mają inny pomysł na człowieka, niż człowiek na siebie. Kim więc będzie? Kimś nowym na bank. Z tym zgadzają się wszyscy.
Jak ty myślisz?
No bo człowiek coś chce, ale wie jakoś tak podświadomie, że nie może być aż tak inny od wyobrażenia ludzi. Bo tak patrzą krzywo jak się wyłamuje z pierwowzoru. No to się miota w niepewności. Tak jak i inni się miotają, bo każdy człowiek jest w nowej sytuacji i każdy ma te same dylematy co nasz człowiek. Trzeba tylko trochę zamieszać ten bigos, dolać wina i dać każdemu czas na stworzenie nowych siebie wg projektu swojego i wszystkich otaczających.
No i bach, nasz człowiek rodzi się na nowo. W nowej skórze -do kolekcji. Kolejny raz i nie ostatni. To na pewno - nie ostatni.
Tak to widzę.
Tylko jak ślepy zauważy ślepotę...?
Ludzie w stadzie
Zastanawiałeś się kiedyś nad tym jak twoje zachowanie zależy od grupy ludzi z którymi jesteś w danej chwili?
Ja tak.
Mówi się czasem, że jest się sobą tylko w samotności. Ale ja odpowiadam na takie zdanie cytatem z poezji Pana Henia Spotgieesu: "A tam takie pierdolenie!".
No bo na jakiej podstawie możemy poznać człowieka, bez skonfrontowania go z innymi ludźmi. Człowiek sam, być może ma cechy charakteru, ale co z tego jak nie ma okazji ich uzewnętrznić. To taki wygaszony ekran albo lusterko w ciemności, można na takie popatrzeć, ale nie ma co się spodziewać zobaczenia sensownego obrazu.
Albo jeszcze jedno błyskotliwe porównanie: mrówka w słoiku. Jak możemy poznać zachowania mrówki kiedy jest sama. Toż to tylko niedoskonałe stworzenie, które szuka rodzinki. Samo nie byłoby nawet w stanie przetrwać.
No więc jak mamy poznać człowieka, skoro wykazuje jaskrawe odzwierciedlenia sposobu bycia tylko odbijając zachowania innych? Nawet teraz, ja po jednej stronie ekranu komputera, ty po drugiej, nie jesteśmy sobą. Ja jestem w rozmarzonym nastroju, tu chcę się trochę pomądrować, tu pokazać wszystkim jaki jestem fajny, a tu jeszcze udaję przed sobą, że coś wiem. Cholera! To nie jestem jeszcze cały ja, tam gdzieś jest mnie więcej!
A ty, możesz powiedzieć, że osoba którą jesteś teraz, czytając tego bloga, jest wszystkim czym jesteś? Nawet nie próbuj mnie wkręcać, bo ci nie uwierzę.
No więc, skoro zgodziłem się już z sobą co do kwestii zależności osobowości od sytuacji i otoczenia, to przyjrzyjmy się chwilę temu chłopcu, co mieszka tam, na rogu. W domu jest raczej grzeczny, czasem pysknie albo złapie lenia, zwyczajny chłopak. Mama wie, że ona zna go od podszewki, no bo przecież miała go w macicy, przy niej dorastał, w ogóle: Kto jak nie ona?!
Chyba ma rację.
Ale poszedł taki do szkoły, na lekcji siedzi, zaczyna myśleć o otaczającym go świecie, pytać siebie i kogo tylko się da o prawa fizyki czy historię filozofii. Nauczyciel po roku znajomości już wie, że to on zna ucznia najlepiej. Bo mama nic nie wie o jego pasjach ani o kontaktach z kolegami, pozycji jaką zajmuje w małej społeczności szkolnej. No przecież kto jak nie on?!
Tu też jest racja.
I stoi taki chłopak na przystanku z kolegami, bez siły umysłowej, bo w rozmyślaniu wszystkie wyczerpał. Więc gada do kolegów pierdoły. A to fajna dupka idzie - se można pomarzyć. A to zbliża się impreza i flaszeczkę trza skołować. I wylewa takie myśli do kolegów, bo na głębsze i sił nie ma, i chętnych odbiorców brak. Kumple wiedzą, że tylko oni słyszą takie słowa i taki język z ust kolegi. My to chyba znamy go najlepiej!
Mają rację? No raczej.
Wraca więc do domu, brat w pokoju czeka i zapytuje z uprzejmości "Łazap Bru?!". To i też chłopiec z bratem się w rozmowę wdają i brat słyszy, jak ten mówi, kilka słów o swoim dniu. Bez emocji tym razem, bo wszystkie już poszły na jogging w celu oddalenia się jak najszybciej od kanara, który spytał o bilet zanim zamknęły się drzwi. I brat wie, że bez emocji człowiek jest całkiem sobą, więc ma otwarte okno na poznanie brata gdy tak segadają. A i zna go tylko 9 miesięcy mniej niż mama. Ergo to brat wie wszystko o bracie.
No chyba.
Ale pójdzie taki chłopak do dziewczyny swojej, którą kocha swą szczenięcą miłością i uczucie to zawładnia nim wprowadzając go w stan tęczowej słodyczy. I otwierają się wtedy furtki, których istnienia nawet się nie domyślał. A dziewczyna wie, że w towarzystwie chłopak może być i dupkiem, a w łóżku egocentrykiem, ale dla niej czasem otwiera swoje prawdziwe wnętrze.
I ma racje!
Wymięty już chłopak leży i myśli zanim zaśnie, iloma ludźmi dzisiaj był. A liczba ta przeraża go. Przecież nie może być wszystkimi tymi ludźmi! Toż za chudy jest, żeby ich tam w środku wszystkich pomieścić, z ich różnorodną mową, manierami, marzeniami, pomysłami i innym dobytkiem.
A i nie może być tak, żeby jego zachowania zależały od tego, kto patrzy. Przecież przez cały czas czuł się sobą.
Jak to jest. Kto zna chłopca? Kto ma rację?!
Jedyne co mi przychodzi do głowy, to parafraza pewnego ukraińskiego żydowskiego mleczarza, który racji mieć nie może:
"Oni wszyscy mają rację!".
Mądrość umiera po zastanowieniu.
Ja tak.
Mówi się czasem, że jest się sobą tylko w samotności. Ale ja odpowiadam na takie zdanie cytatem z poezji Pana Henia Spotgieesu: "A tam takie pierdolenie!".
No bo na jakiej podstawie możemy poznać człowieka, bez skonfrontowania go z innymi ludźmi. Człowiek sam, być może ma cechy charakteru, ale co z tego jak nie ma okazji ich uzewnętrznić. To taki wygaszony ekran albo lusterko w ciemności, można na takie popatrzeć, ale nie ma co się spodziewać zobaczenia sensownego obrazu.
Albo jeszcze jedno błyskotliwe porównanie: mrówka w słoiku. Jak możemy poznać zachowania mrówki kiedy jest sama. Toż to tylko niedoskonałe stworzenie, które szuka rodzinki. Samo nie byłoby nawet w stanie przetrwać.
No więc jak mamy poznać człowieka, skoro wykazuje jaskrawe odzwierciedlenia sposobu bycia tylko odbijając zachowania innych? Nawet teraz, ja po jednej stronie ekranu komputera, ty po drugiej, nie jesteśmy sobą. Ja jestem w rozmarzonym nastroju, tu chcę się trochę pomądrować, tu pokazać wszystkim jaki jestem fajny, a tu jeszcze udaję przed sobą, że coś wiem. Cholera! To nie jestem jeszcze cały ja, tam gdzieś jest mnie więcej!
A ty, możesz powiedzieć, że osoba którą jesteś teraz, czytając tego bloga, jest wszystkim czym jesteś? Nawet nie próbuj mnie wkręcać, bo ci nie uwierzę.
No więc, skoro zgodziłem się już z sobą co do kwestii zależności osobowości od sytuacji i otoczenia, to przyjrzyjmy się chwilę temu chłopcu, co mieszka tam, na rogu. W domu jest raczej grzeczny, czasem pysknie albo złapie lenia, zwyczajny chłopak. Mama wie, że ona zna go od podszewki, no bo przecież miała go w macicy, przy niej dorastał, w ogóle: Kto jak nie ona?!
Chyba ma rację.
Ale poszedł taki do szkoły, na lekcji siedzi, zaczyna myśleć o otaczającym go świecie, pytać siebie i kogo tylko się da o prawa fizyki czy historię filozofii. Nauczyciel po roku znajomości już wie, że to on zna ucznia najlepiej. Bo mama nic nie wie o jego pasjach ani o kontaktach z kolegami, pozycji jaką zajmuje w małej społeczności szkolnej. No przecież kto jak nie on?!
Tu też jest racja.
I stoi taki chłopak na przystanku z kolegami, bez siły umysłowej, bo w rozmyślaniu wszystkie wyczerpał. Więc gada do kolegów pierdoły. A to fajna dupka idzie - se można pomarzyć. A to zbliża się impreza i flaszeczkę trza skołować. I wylewa takie myśli do kolegów, bo na głębsze i sił nie ma, i chętnych odbiorców brak. Kumple wiedzą, że tylko oni słyszą takie słowa i taki język z ust kolegi. My to chyba znamy go najlepiej!
Mają rację? No raczej.
Wraca więc do domu, brat w pokoju czeka i zapytuje z uprzejmości "Łazap Bru?!". To i też chłopiec z bratem się w rozmowę wdają i brat słyszy, jak ten mówi, kilka słów o swoim dniu. Bez emocji tym razem, bo wszystkie już poszły na jogging w celu oddalenia się jak najszybciej od kanara, który spytał o bilet zanim zamknęły się drzwi. I brat wie, że bez emocji człowiek jest całkiem sobą, więc ma otwarte okno na poznanie brata gdy tak segadają. A i zna go tylko 9 miesięcy mniej niż mama. Ergo to brat wie wszystko o bracie.
No chyba.
Ale pójdzie taki chłopak do dziewczyny swojej, którą kocha swą szczenięcą miłością i uczucie to zawładnia nim wprowadzając go w stan tęczowej słodyczy. I otwierają się wtedy furtki, których istnienia nawet się nie domyślał. A dziewczyna wie, że w towarzystwie chłopak może być i dupkiem, a w łóżku egocentrykiem, ale dla niej czasem otwiera swoje prawdziwe wnętrze.
I ma racje!
Wymięty już chłopak leży i myśli zanim zaśnie, iloma ludźmi dzisiaj był. A liczba ta przeraża go. Przecież nie może być wszystkimi tymi ludźmi! Toż za chudy jest, żeby ich tam w środku wszystkich pomieścić, z ich różnorodną mową, manierami, marzeniami, pomysłami i innym dobytkiem.
A i nie może być tak, żeby jego zachowania zależały od tego, kto patrzy. Przecież przez cały czas czuł się sobą.
Jak to jest. Kto zna chłopca? Kto ma rację?!
Jedyne co mi przychodzi do głowy, to parafraza pewnego ukraińskiego żydowskiego mleczarza, który racji mieć nie może:
"Oni wszyscy mają rację!".
Mądrość umiera po zastanowieniu.
środa, 12 września 2012
Artystyczne Sztuczki
Kto to taki jest artysta?
Taki ktoś co robi sztukę? No spoko, a co to takiego ta sztuka jest? Nie wiem -> wpisuje do Wikipedii, czytam, czytam i nadal nie wiem...
Jak Wikipedia nie może dojść do odpowiedzi, to kto dojdzie?!
No więc myślę: jebać Wikipedię! Jak ktoś minie pyta pokazując na obraz albo włączając empetrójkę na telefonie to przeważnie jestem w stanie poznać sztukę. Ty chyba też? Przeważnie oczywiście.
Tak sobie więc mędrkuję dalej: może nie warto szukać odpowiedzi na to pytanie w internecie, tylko ruszyć głową na prawo i lewo... Może coś wypadnie...
Prawa.
Lewa.
Prawa.
Lewa.
Prawa...
Wypadło!
Powitanie
Witam!
Ten blog nie jest pisany dla ciebie ewentualny czytelniku. Jest to notatnik, który piszę, żeby móc przeczytać swoje myśli. Udostępniam go, bo myśląc do siebie chcę pamiętać, że nie istnieje sam na świecie, że świat to nie tylko moja mała głowa i mój mały pokój i że nie zawsze mam racje, a jeśli nawet ją mam to ktoś o przeciwnych poglądach może mieć ją również. Piszę go również dla stłamszonej cząstki mnie, która wciąż marzy o zostaniu wielkim artystą (którym na swój sposób jestem, czy się z tym zgadzasz czy nie).
Mam zamiar pisać o żałosnych stworzeniach jakimi jesteśmy. Chcę pisać co tylko mi się podoba, nie myśląc o tym co ty na to, dlatego proszę zamknij się jeżeli nie możesz mi dać niczego rozwijającego. Przepraszam też, że nie będę się przejmował twoimi emocjami, bo nienawidzę cię, kochając to że istniejesz. Będę pisał z nienawiścią do nienawiści, bo tak tylko potrafię. Będę błądził z daleka od świata, nie patrząc na realną stronę życia, jednocześnie będąc bardzo jej blisko. Będę wyśmiewał twoje słabości w słodkich słowach, będąc świadomym ich istnienia w sobie. Będę pisał by zmienić ludzkość, wiedząc że nic nie zmienię. Będę pisał dla samego pisania, nienawidząc się za to, ale nie zbaczając z mojej ścieżki, będę błądził w swoją hipokryzję.
Twórcza Nienawiści, dodaj mi sił!
Ten blog nie jest pisany dla ciebie ewentualny czytelniku. Jest to notatnik, który piszę, żeby móc przeczytać swoje myśli. Udostępniam go, bo myśląc do siebie chcę pamiętać, że nie istnieje sam na świecie, że świat to nie tylko moja mała głowa i mój mały pokój i że nie zawsze mam racje, a jeśli nawet ją mam to ktoś o przeciwnych poglądach może mieć ją również. Piszę go również dla stłamszonej cząstki mnie, która wciąż marzy o zostaniu wielkim artystą (którym na swój sposób jestem, czy się z tym zgadzasz czy nie).
Mam zamiar pisać o żałosnych stworzeniach jakimi jesteśmy. Chcę pisać co tylko mi się podoba, nie myśląc o tym co ty na to, dlatego proszę zamknij się jeżeli nie możesz mi dać niczego rozwijającego. Przepraszam też, że nie będę się przejmował twoimi emocjami, bo nienawidzę cię, kochając to że istniejesz. Będę pisał z nienawiścią do nienawiści, bo tak tylko potrafię. Będę błądził z daleka od świata, nie patrząc na realną stronę życia, jednocześnie będąc bardzo jej blisko. Będę wyśmiewał twoje słabości w słodkich słowach, będąc świadomym ich istnienia w sobie. Będę pisał by zmienić ludzkość, wiedząc że nic nie zmienię. Będę pisał dla samego pisania, nienawidząc się za to, ale nie zbaczając z mojej ścieżki, będę błądził w swoją hipokryzję.
Twórcza Nienawiści, dodaj mi sił!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)