czwartek, 29 listopada 2012

Twoja jest większa, czy moja taka sama?


-On ma mocny charakter - ja słyszę
-Ona to przyćmiewa sobą resztę -  to jeszcze gdzieś się przewinie
-A o dupę potłuc takie gadanie, proszę ja was! - powiadam, nobo:
   Charyzmy się nie posiada. Nie jest darem od Boga, albo boga. Nie jest wrodzona, ani wyuczona. Ją się dostaje od otoczenia, od ludzi, albo znajduje się ją w sobie.
   A od czego zależy ta fajniość i to kto ją dostaje - zapytacie byćmoże... Ano, ja na to bym odrzekł, zgodnie z nowym porzekadłem -Ano to zależy od: czasu, miejsca i kultury. I jednocześnie jest uniwersalna.
   Nie ma ludzi większych i mniejszych. Nie ma mistrzów, przywódców, liderów, szefów. Są tylko ludzie, którzy w swoim otoczeniu poczuli się na tyle dobrze, by mieć odwagę wybić się ze wszystkim co się na nich składa ponad tłum i wystarczająco się spodobali, tym co pokazali, aby tłum poszedł za jednostką.
   Sami możemy tą fajniością (niekoniecznie z własnej nieprzymuszonej woli, raczej z półpodświadomości) dysponować. Możemy sprawić, że ktoś się obok nas czuje lepszy. Niestety jeśli my podzielamy to zdanie, to my czujemy się gorsi. Tracimy dobrą samoocenę. Bo my widzimy tylko różnice pomiędzy nami, a nimi. Nigdy nie widzimy co faktycznie mamy.
   Jaki to ma związek z codziennością?
   To jest codzienność. To definiuje układ społeczny w każdej jego grupie. To jest obecne wszędzie tam gdzie się spotyka dwoje ludzi. To się tyczy wszystkiego: polityki, kolegów, mody, szefów, związków, seksu. To wszystko to tylko półświadome, mniejsze lub większe przyznawanie fajniości.
 Ona jest jednym z motorów naszej cywilizacji. Ludzie czują się w swoich małych światach fajni. Ale poza nimi - nie do końca. Szukają jej wszędzie. W innych. W stereotypach z telewizji. W marzeniach. Pasjach. Spełnieniach. Czasem szukamy aprobaty w rodzicach, kolegach, partnerach.
   I to wszystko nie jest złe, jeśli wszyscy jesteśmy z tym szczęśliwi. Jeśli jesteśmy to nie ma czystszego dobra. Ale.
   A tak na prawdę, na prawdę, ta fajniość tkwi gdzieś w nas, tylko trzeba się na nią odważyć.

wtorek, 20 listopada 2012

Kur też człowiek, a rosół też jest zajebisty

   Nie wiesz o tym, ale na chodniku, w banku, w sklepie spotykasz bestie bez serca. Bestie te wyglądają jak każdy. Ale dla nich liczy się tylko jedno - dobro ładnych istot.
   Kiedy taka bestia przechodzi obok jajka z chowu klatkowego, nawet nie mrugnie. Nie uroni łzy nad jajecznicą zawierającą kurze płody. Nie pomyśli ile cierpienia nieść mogło ze sobą, wyprodukowanie takiej masy jajek w małej klatce, w której zamknięty jesteś całe życie i jedynym twoim celem jest ciągłe ich produkowanie.
   Dla tych okropnych ludzi ważne są tylko ładne zwierzęta. Futerkowe. Słodkie. Takie, na które fajnie się patrzy. Czasem też ludzie. Nie myślą o dżdżownicach, szczurach, myszach, muchach, osach, kurach, świniach i glistach. Kto by się nimi przejmował. Dla nich liczy się tylko ładny wygląd.
   Jeśli stwierdzą, że jesteś brzydki, nie licz na ich współczucie. Nie obejdziesz ich bardziej niż prosiak zarzynany w masarni. Musisz być ładny. Tylko to się dla nich liczy.

Zawracaj mi odwłoka

   Życie dziś jest takie proste. Pracując, zarabiamy więcej niż jest nam potrzebne. Zarabiając, kupujemy zbyt dużo. Mamy co chcemy. Nie musimy już tyle pracować. Mamy więcej czasu. Mamy za dużo czasu.
   Małe dzieci mają trudno. Wszystko z czym się stykają jest nowe. Muszą się uczyć. Próbować. Radzić sobie na każdym kroku z problemami, z którymi nigdy w swoim krótkim życiu się nie spotkały. Nie poświęcają cały swój czas na naukę. Nie mają w ogóle czasu.
   Kiedy czasu jest zbyt wiele, sami szukamy sobie czym by tu sobie dupę pozawracać. Nie wiemy o tym. Marzymy o odpoczynku, ale pojawiają się w nas idee, które nie pojawiły by się tam, gdyby czasu na to nie było. Stąd te wszystkie akcje nie jem mięsa, pale ganje, jebe żydów, czytam biblię i gram w gre. Gdyby tak nie było, nie było by też demonstracji, organizacji i ruchów.
   Łakniemy trudniejszego życia, walki na każdym kroku, pracy w pocie czoła, klęsk i zwycięstw. I rzeczywiście tego potrzebujemy. Ale kupić nie możemy.
   Kiedy czasu jest zbyt dużo, kiedy niema bliskich celów i odnośników w zdarzeniach, którymi można by mierzyć czas, pojawia się nuda. Nuda prowadzi do bierności. A ta to depresji. Czasem więc trzeba pisać te cholerne, o dupę potłuc blog żeby wylać myśli, zająć głowę i mieć czym żyć. Albo czasem trzeba robić te wszystkie bezsensowne akcje o wielkich hasłach i małym przekazie. Bo nie samym makaronem człowiek żyje, ale wszystkim tym co mu dupę zawraca.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Przygotowanie do życia w rodzinie

   Nie wiem, kiedy dokładnie zacząłem się nad tym zastanawiać, ale było to gdzieś około lat, w których dowiedziałem się w ogólnym zarysie dlaczego jedni ludzie mają penisy, a inni ich nie mają. Nad czym? Ano nad tym, czym jest ta więź, która łączy kobiety z mężczyznami. Nawet do czegoś doszedłem. Mam tylko nadzieję, że nie wlazłem przy tym w krzaki.
   Najsampierw się trzeba spotkać, zobaczyć, ocenić wygląd. Nie jest to chyba najważniejsze, ale przeważnie pierwsze na liście. Może to nawet nastąpić po jakimś czasie znajomości. Trzeba tylko odnaleźć atrakcyjność. Choćby był to tylko szczegół urody, ważne jest, żeby przyznać komuś atrakcyjność.
   Następnie się trzeba poznać. Trudna i mozolna to sprawa, lecz konieczna jak sądzę. Pierwsze idą cechy charakteru. Trzeba się polubić. Jeszcze się do siebie nie zbliżyliśmy. Nie zaczęliśmy przekraczać osobistej bariery, którą każdy wokół siebie nosi. Najpierw trzeba się lubić.
   Teraz trzeba się zgadzać. Nie jest to łatwe, dla ludzi, którzy mają poglądy. Im więcej poglądów przecież, tym więcej jest potencjalnych spornych kwestii. Nie jest też tak, że trzeba się zgadzać we wszystkim, ale każdy tak ma, że są rzeczy, że nie da się tego przeskoczyć. Niby sami o tym decydujemy, ale jednocześnie nie mamy na to wpływu. Fundamenty trzeba mieć, a niektórych nie wyrwiemy z ziemi, nie wiem jak bardzo byśmy się zaparli!
   Jak się zgodzimy, to możemy się zbliżać. Tu wchodzi chemia. Nie uciekajcie, nie ta z liceum z dużą ilością C i H, i O, i innych literek, co wyglądają jakby abecadło faktycznie z pieca spadło. Chodzi o tą emocjonalną chemię, co ją się czuje jak się spotka Tą osobę i co się za nią tęskni, kiedy Ta osoba sobie pójdzie. To ta, co wisi na ubraniach, nie pranych, żeby nie stracić, tego co ktoś na nich zostawił, w nich chodząc, a jednocześnie nic nie zgubił, zostawiając w kieszeni czy gdzieś indziej. Jesteśmy już blisko na tyle, żeby się tym czymś wymienić.
   Ale, ale, nie tak prędko. To jeszcze nie miłość, ni zakochanie. To takie próbowanie, ustalanie relacji, kto przed kim, a nad kim jest, pod jakimi sytuacjami. Bo strach, bo pochopnie nie można. Jesteśmy już starzy i wiemy, że jak za dużo sobie pozwolimy oczekiwać, to może boleć jak diabli. Zaufania potrzeba.
   Jak już spodobaliśmy, polubiliśmy, zgodziliśmy i zaufaliśmy, to można już cosik więcej. A ponieważ tytuł zobowiązuje, to powiem tyle, że akt cielesny pomiędzy przedstawicielami obojga płci jest w tym momencie zatwierdzony przez obie strony. Nie mówimy tutaj o penetracji pochwy, bo jest to jedynie niewymagana część owego aktu. Mówimy tutaj o zbliżeniu do ekstremalnie intymnych granic. W tym etapie zainteresowane jednostki często trudno rozłączyć. Ciężki jest to okres, bo:
   No tak, trzeba zachowywać pozory braku potrzeb fizjologicznych. Jak wynika z badań Światowego Instytutu Badań nad Kupą, do tego momentu, oficjalne funkcje narządów potrzebnych, do spełniania intymnych potrzeb fizjologicznych, były wyłączone. Stąd prawdopodobnie wynika dziwne, pospolite przeświadczenie, że ładne dziewczyny nie srają.
   Ten jednak problem szybko znajduje swoje ujście w szybkim prucie, podczas wspólnego oglądania filmu. Owy prut kończy się zwykle niezręcznym momentem zawieszenia konwersacji po czym przechodzi do codzienności. Kończy on tamten okres, a zaczyna następny. Odtąd codzienność staje się codziennością, a dalej dzieje się zwykłe wspólne życie.
   Szkoda tylko, że wiedza w praktyce tylko zawadza.