wtorek, 30 października 2012

O pogodna Wolności!

Panie i Panowie!
Kamienie do rąk i miotać w tego zwyrodnialca!
Haha, haha ;D

Burczy mu mycha

   Stefanowi życie nie układało się tak, jak on by sobie tego życzył. No dobrze, w szkole, zawsze sobie radził. Nie był tępy więc raz lepiej, raz gorzej, jakoś to szło. Mówiąc oczywiście o zajęciach, bo z kolegami to zupełnie inna bajka.
   Nigdy nie był typem sportowca, albo duszą towarzystwa. Właściwie trudno powiedzieć, że był typem. Bardziej przeciwieństwem typu. Główną rzeczą, którą się odznaczał, było to, że niczym się nie odznaczał.
   Do tego jeszcze dziewczyny. Nie to, że nie był chętny. Nie to, że był brzydki. Wszyscy raczej go lubili. Po prostu za każdym razem kiedy chciał wykonać jakiś ruch, zagadać, umówić się, za każdym razem był niezauważony, zbagatelizowany i pominięty. Sam nie wiedział czy to z nim jest coś nie tak, czy z otoczeniem.
   Zawsze jednak wiedział, że gdzieś, kiedyś będzie wybitny. Czymś się odznaczy. Po coś jest. Będzie miał pozycję i szacunek. Czekał na ten moment. Czekał na dowód, że tek właśnie jest.
   Zimą poprzedniego roku Stefan zaszył się z laptopem pod kołdrą, jako że był zmarźluchem. Odpalił grę, by uśmiercić trochę zimnego czasu. Gra polegała na zbieraniu poziomów. Oczywiście wypełniało się jakieś misje kogoś tam zabijało, ale generalnie wszystko dla poziomów. To takie przyjemne zbierać te poziomy. W dodatku na pierwszej jego mapie panował klimat tropikalny, więc jakoś tak przyjemnie patrzyło się na dżunglę w środku zimy. 
    Stefan nigdy czegoś takiego nie doświadczył. Niby mordował masowo zimny czas, ale odkrył w tym coś jakby pożytecznego i rozwijającego. Miał cel. Łatwy, bo łatwy, ale cel. Widział jego koniec, w niezbyt dalekiej przyszłości. Cel wymagał odrobiny wysiłku, ale każdy kolejny wysiłek przynosił parę punktów na pasku doświadczenia. Wspaniałe!
   Życie Stefana nie zmieniło się zbytnio. W szkole na lekcjach i z kolegami jak zwykle. Oceny nieznacznie się pogorszyły. Rodzice jacy byli, tacy pozostali. Była zima, nic nikogo nie interesowało. Byleby przetrwać do kwietnia. Jedyne co było inne, to błysk w oku, który świadczył o kolorach na rolce toaletowej życia naszego bohatera.
   Wracał więc często Stefan do świata fantasy, w którym zajmował coraz wyższą pozycję społeczną. Nawet po wbiciu maksymalnego poziomu cel się nie skończył. Teraz trzeba było zbierać zbroje i bronie, które często wymagały wypełniania kolejnych pasków. Potem walki pomiędzy bohaterami. Stefan miał doskonałe wyczucie sytuacji i ponadprzeciętny refleks, co czyniło go istną maszyną do zabijania. Mówiąc krótko i wulgarnie: Nakurwiał!
   Jego rankingi się namnażały. Ludzie pytali jak to robi, a on chętnie udzielał instrukcji. Stefan czuł się kimś. Wyróżniał się i to w pozytywny sposób. Przed komputerem czuł się bezpieczny, u siebie. Czuł, że panuje nad swoim życiem. Czuł się spełniony. Szczęśliwy. Nieogolony, brudny i niedojedzony. Bez przyjaciół. Sam w zamkniętym pokoju. A jednocześnie w kolorowym nastroju.
   Zabiłem Stefana w tym momencie. Jako autor i stworzyciel Stefana mogłem to zrobić, inna kwestia to czy powinienem. Zabiłem go z zimną krwią i w bezbolesny, bezkrwawy sposób. Tylko dla swojego "widzimisie" żebyście mi powiedzieli czy powinienem.

czwartek, 4 października 2012

Rwanie

"lasek" nie chwastów. Jakież to jest zabawne, jak się my ludzie łączymy w pary.
Musimy się obczaić, potem rozkminić jak zagadać. Od której strony podejść i o co zapytać najpierw. Może jak się ubrać, a jak zachować, żeby się spodobać. Gramy. Pierwsze spotkanie to taniec pawia. Wszystko tylko po to, żeby pokazać się z jak najlepszej strony. Żeby pokazać swoją wartość, zaimponować. Jakież to jest dziwne.
Ubieramy się, pindrzymy, żeby tylko pierwsze wrażenie było dobre.
Potem jakoś to będzie. Może się uda tylko do łóżka, żeby się odbył akt zabezpieczonej prokreacji. Potem nie ważne. Na zawody. Tracimy życie, żeby go nie stracić.
Przecież, chłodno zastanawiając się nad tym, mogło by to wyglądać tak:
-Cześć, jak masz na imię?
-Cześć, jestem Ewa, a ty?
-Jestem Adam. Jaki jest twój stosunek do szacunku życia? Uważasz za moralne zabijanie zwierząt w celu zjedzenia ich mięsa? Pytam ponieważ jest to dla mnie bardzo ważna kwestia i nie chciałbym spotykać się z kimś, kto ma zupełnie inne poglądy.
-Cieszę się że zadałeś takie pytanie. Zjadam zwierzęta z wielką ochotą, mając świadomość, że pozbawiam je tym życia, ponieważ bardzo lubię mięso.
-W takim razie nie jest możliwa nasza dalsza znajomość. Miło cię było poznać.
-Narka.
Po co się bawimy w te "co on myśli, że ja myślę" jak to ujął Pan Koraszewski. Po co ta gra, skoro w końcu szydło wyjdzie z worka. Koniec końców musimy być w miarę sobą. W towarzystwie gdzieś.
Czasem się czuję wśród was jak z innej planety, ciągle widząc siebie takiego samego.

wtorek, 2 października 2012

Całe Szczęście

Szczęścia są różne. Nie mówię o takim co sprzyja lub mniej, ale te szczęścia szczęśliwe.
Możesz być wesoły.
Możesz być upojony chwilą.
Możesz być spełniony.
No i możesz odczuwać radość życia.
Nie wiem czy dobrze to określiłem. Ja widzę tyle jej typów. Wikipedia się ze mną nie zgadza, ale ona się nie zastanawia.
I cóż nam po tej wiedzy skoro wiedzieć, a odczuwać to przepaść.