Mieciu miał to od
początku. Odkąd pamiętał umiał tylko zrażać do siebie ludzi. Nie była to jednak
jego wina. Po prostu taki był.
Być może trochę zbyt
mało zabiegał o względy innych. Ale czemu miałby to robić? Nie ważni są inni,
ważne jest tylko to co on myśli. Każda inna opinia jest bez znaczenia. Nikt nie
potrafi lepiej ocenić czy robi dobrze, czy źle. Sam ma swoje sumienie i sam wybiera
swoją drogę.
Pewnie z tego
podejścia brała się niechęć ludzi do Miecia. Pewnie mimo dobrej miny, wyczuwali
ten całkowity brak szacunku.
A może to co
wydarzyło się w jego młodości dało skazę na jego zdolnościach społecznych. W
końcu jego rodzice próbowali go otruć razem z nimi samymi i dwójką rodzeństwa.
Nikt nie wie dlaczego. Mieciu miał wtedy siedem lat i przeżył tylko dlatego, że
wcześniej zjadł tyle słodyczy, że po zjedzeniu zatrutej zupy wszystko zwrócił.
A może to przez
śmierć żony, która umarła razem z dzieckiem podczas porodu. Mieciu miał wtedy
dwadzieścia pięć lat i z całych sił starał się zapewnić dobry żywot swojej
rodzinie sprzedając samochody w swoim komisie. Przebywał w żałobie dłużej niż
nakazywał to zwyczaj.
Teraz w wieku
czterdziestu paru lat prowadził nieźle prosperującą firmę deweloperską. Był
spokojnym człowiekiem, co niedzielę chodził do kościoła i popołudniami
prowadził ogród. Trochę wstyd przyznać, że chodził też co tydzień do pewnej
pani, kilka lat młodszej, żeby zaspokoić swoje rządze. Dbał też o nią,
wspomagając ją finansowo. Z niechęcią muszę też przyznać, że co sobotę pił
samotnie wódkę w swoim domu na przedmieściach. Czasami pił jej zbyt dużo, ale
rano mimo najgorszego nawet stanu był na Maszy Świętej. Jednak przerywał te wstydliwe
przyzwyczajenia na czas Wielkiego Postu i Adwentu.
-To było długie i
nudne przedstawienie Pana Miecia. Mam nadzieję, że przebrnąłeś. Teraz według
pospolitego schematu zaczynać się powinny jakieś niepospolite problemy, z
którymi ma się zmagać Bohater. I na pewno ku twojemu zaskoczeniu - właśnie tak
się stanie. Bo bywa tak, że fortuna przestaje sprzyjać.
Niedawno, policja
podatkowa wszczęła śledztwo w sprawie nieścisłości w księgach rachunkowych
firmy DewelopMieciu. Tak to jest jeśli żyje się w kraju, w którym ściga się
uczciwych ludzi, którzy mogli popełnić błąd w gąszczu biurokracji, a
prawdziwych przestępców pozostawia się bezkarnych. Taka to polityka tej Partii
Rządzącej, ot co!
Pracownicy w firmie
domagali się zapłaty za poprzedni miesiąc i w całym swoim lenistwie i
hipokryzji żądali jeszcze podwyżki.
Jakby tego było
mało, przyjaciółka Miecia zaszła w ciążę. No ale przecież z takimi to nie
wiadomo do końca z kim. No bo kto wie co ona robi przez pozostałe sześć dni i w
podczas postu.
A jakby to jeszcze
zbyt mało, to ogród, który kiedyś dawał spokój i wyciszenie, teraz trawiła
jakaś zaraza.
Ciężki to był okres
dla Miecia. Nie mając innych uciech, co wieczór zamykał się w gabinecie z
butelką dobrego koniaku żeby móc się odstresować i rano mieć siłę od nowa
walczyć z wrednym losem.
-Teraz będąc
grzecznym Autorem, powinienem pokazać jak Bohater, radzi sobie z trudnościami.
Tak zrobię. A wy powiedzcie, czyż nie poradził sobie najlepiej jak to tylko
możliwe?!
Majątek firmy
sprzedał prywatnie.
Zapłacił
pracownikom, tyle ile było im należne.
Dał pieniądze
koleżance, żeby zajęła się dzieckiem, mimo że nie wiedział czyje ono było.
Dał pieniądze na
Kościół, żeby odkupić swoje grzechy.
Dom sprzedał, ogród
kazał zaorać i po cichu wyjechał do małego wyspiarskiego państewka, żeby nie
dawać innym okazji do rozpamiętywania ewentualnych krzywd, za które już
przecież zadośćuczynił
-A teraz ładnie by
było, jeśli jak to się zwykło robić, Autor dałby Bohaterowi to co mu się należy
w opinii Autora.
Mieciu żył długo i w
dostatku.